wtorek, 19 listopada 2013

chapter 9

*z perspektywy Katy*
Nie powiedziałabym, że Marcel będzie tak dobrze wyglądał bez okularów. Jego szmaragdowe oczy lśniły jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie wspominając o dołeczkach. Jeju, on był taki słodki kiedy się uśmiechał. Nie zwracałam na nic uwagi, tylko przyglądałam mu się.
-Hey, Katy?!-powiedział i machał mi przed oczami.
-Oh, przepraszam, zamyśliłam się. Chodźmy-powiedziałam i pociągnęłam go do wnętrza sklepu.
-No to najpierw chodźmy zobaczyć jakieś dżinsy-powiedziałam i pobiegłam do spodni.
-Czemu jesteś taka podekscytowana?-zapytał mnie z uśmiechem..
Rzeczywiście byłam podekscytowana, bo bardzo chciałam zobaczyć, jak Marcel będzie wyglądał w nowych ubraniach.
-No co chcę zobaczyć, jak będziesz wyglądać!-powiedziałam a on uśmiechnął się i poszedł do przymierzalni.
***
-Te są za ciasne-powiedział.
-Nie mów!-powiedziałam sarkastycznie.
-Nie będę takich nosił..
-Oh tak, właśnie będziesz-powiedziałam i zaciągnęłam go do sekcji z bluzkami.
-Bluzki? Nie ma tu jakichś zapinanych koszul?-powiedział niepewnie.
-Nie-krzyknęłam i spojrzałam na niego-Nie ma koszul z guzikami, więc bierz co ci daje-powiedziałam lekko zdenerwowana. Zaczęłam zbierać dla niego różne T-shirty i swetry. Starałam się wybrać kilka ciasnych, żeby było widać jego mięśnie. Dziewczętom się spodoba, a naszym celem jest właśnie to, żeby go zauważyły..
-Okej, myślę że koszulek wystarczy, teraz spodnie, najlepiej z niskim stanem.
-Nie, coś Ty?! Za mało koszulek, za maaało!-powiedział sarkastycznie
-Gdzie..-popatrzyłam na niego. Wtedy chłopak popatrzył na mnie miną typu 'staram sie być poważny'
-Żartowałem Katy.
Zaśmiałam się i zaprowadziłam chłopaka do spodni o których wspominałam.
-Serio?
-Tak, zamknij się. Dobrze będziesz wyglądać, zaufaj mi, proszę.. Ooo te są cudowne!-powiedziałam i wzięłam je do ręki.
-Katy, jestem zmęczony. Mam tyle ubrań, a żadnych jeszcze nie przymierzyłem..-jęknął
-Okey, chodź do przymierzalni-powiedziałam i poszłam za nim. Usiadłam na krześle na przeciwko i czekałam na jego pierwszy 'outfit'. Dałam mu czarne rurki i biały luźny T-shirt.
-Oh, Marcel! No rusz się, ile można?!
-Ja..ja..nie jestem pewien Katy-powiedział, chowając się za kotarą.
-Jesteś ubrany?
-Tak, ale ja..
Odsłoniłam zasłonę, jak tylko usłyszałam 'tak'. Kiedy go zobaczyłam, ze zdziwienia otworzyłam usta..
-Co?-zapytał.
Nie odpowiedziałam i tylko mu się przyglądałam. Przez samą zmianę spodni i koszuli wyglądał tak gorąco, że bym się nawet nie spodziewała..
-Co się stało, Kaaty? Wyglądam strasznie, wiem..
Położyłam swoje palce na jego ustach.
-Cicho, kontynuuj. Chcę zobaczyć jak będziesz wyglądał w czymś innym.-powiedziałam w szoku
-Jesteś dziwna.
-Shhhhhh, po prostu zrób o co cie prosze-powiedziałam i wyszłam. Usiadłam na krześle i czekałam. Ojeej, co się ze mną dzieje. Nigdy nie byłam tak zdenerwowana przy nim.
-Skończyłem-powiedział i wyszedł z szatni.
-OMG-powiedziałam cicho i zakryłam twarz. Miał na sobie spodnie z niskim stanem i kolorową koszulkę.
-Następne-starałam się mówić spokojnie. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom..
-Troche mnie przerażasz, wiesz?-popatrzył na mnie zdziwiony..
W sumie powinien być, bo jak go widze to aż mi się ciepło na sercu robi. Watwatwatwat, co do cholery. Katyyy, nie myśl tak! Przcierz to nadal ten sam Marcel-frajer...
Przymierzanie innych ubrań zajęło nam jakąś godzinę. Za każdym razem zdumiewał mnie co raz bardziej. Miał takie piękne ciało.. musiałam zobaczyć go bez koszulki haha.
-Okej, bierzemy wszystkie-powiedziałam, a następnie udaliśmy się do sekcji ze strojami kąpielowymi.
-Wybierz jeden
-Po co mi strój kąpielowy?!-zapytał
-Po to, że nie wiadomo kiedy pójdziesz na basen, a trzeba być przygotowanym na takie sytuacje-odpowiedziałam-Wybieraj.
-Naprawde?! Pozwolisz mi samemu wybrać?-zapytał zaskoczony
-No tak, w sumie tylko kolor musisz sobie wybrać-wskazałam na nie.. wybrał.
-No to przymierz..
-Nie. Po co, poza tym zmęczony jestem.
-Ygh, to nie. Ale musimy jeszcze wybrać ci akcesoria i buty.
-Akcesoria?! nie będę nosił kolczyków-powiedział i zmrużył oczy. Zaśmiałam się.
-Chodziło mi o czapki i okulary przeciwsłoneczne.. rzeczy których potrzebujemy.
-Ughhhh okej, ale jestem bardzo zmęczony.
-Nie marudź Marcel, jeszcze zaraz poszukamy czegoś dla mnie.
*Kilka minut później*

Skończyliśmy zakupy Marcela. Chłopak wziął torby z zakupami i zaniósł do samochodu. Za ten czas poszłam do restauracji i zamówiłam jedzenie. Kiedy dostałam jedzenie, pojawił się Marcel. Jedliśmy w spokoju i rozmawialiśmy o rzeczach, które kupiliśmy. Nie był z nich za bardzo zadowolony, ale powiedziałam mu żeby mi zaufał. Siedzieliśmy i nabieraliśmy sił na drugą rundę.
-Gotowy?-zapytałam z podekscytowaniem. Skinął głową i się uśmiechnął.
-To nie potrwa długo, chce tylko kupić sukienkę-dodałam.
-Oki, pomoge ci wybrać-powiedział z uśmiechem i wyszliśmy z restauracji. Weszliśmy do sklepu z sukienkami i szukaliśmy. Jedna w szczególności przykuła moją uwagę. Była to czerwona, średniej długości sukienka.
Niestety wiem, że Luke lubi tylko sexowne rzeczy, więc zostawiłam tę sukienkę i poszliśmy dalej. Była to czarna, krótka, obcisła sukienka, która na pewno spodobałaby się dla mojego chłopaka.
-Marcel, co myślisz o tej?-zapytałam i pokazałam. Popatrzył na mnie z niepewnością.
-Ładna, ale myślę, że za dużo odsłania-powiedział
-Tak, ale to wygląda sexy!
-Nie musisz pokazywać tyle ciała żeby wyglądać sexy, Katy! Jesteś piękna, więc tylko na ciebie patrzeć! Poza tym charakter też masz cudowny.-powiedział.
Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby ktoś mi coś takiego powiedział. To było tak miłe, że aż mnie brzuch zaczął boleć. Nawet Luke nigdy nie powiedział mi nic tak miłego..
-Ale Luke tak nie myśli..-mruknęłam cicho ze smutnym tonem.
Chłopak podniósł mój podbródek, więc patrzyłam prosto na jego twarz.
-Nie obchodzi mnie to, co mówi i myśli Luke. Nie musisz zmieniać się dla każdego-powiedział z uśmiechem.
-Więc powiedz co myślisz o sukience-powiedziałam mu, dając do zrozumienia, po co tu tak na prawde jesteśmy. Potrząsnął głową.
-To chodzi o ciebie, a nie o mnie. W każdym bądź razie, podoba mi się ta czerwona sukienka. Myślę, że jest piękna, prosta..idealna dla ciebie-powiedział wskazując na sukienkę. Uśmiechnęłam się i nie mogłam się powstrzymać, żeby się do niego nie przytulić..
-Dziękuję Marcel-powiedziałam wtulona w jego klatke piersiową. Pogłaskał mnie po włosach.
-Nie dziękuj, przecież nic nie zrobiłem. Przymierz-powiedział i podał mi sukienką. Wzięłam ją zadowolona. To przez niego mam taki dobry humor. I to przez niego czuje się tak, jak nigdy przedtem. Podoba mi się to.. im bardziej go poznaje, tym bardziej.. Nie Katy! Nie możesz tak myśleeć, uspokój się...
*******
czytasz-komentujesz+motywujesz mnie=częściej pojawiają się rozdz:)
7kom-next ♥

wtorek, 12 listopada 2013

chapter 8

*z perspektywy Marcela*
Jest już 8, a ja właściwie prawie nie spałem. Cały czas myślałem o Katy.. nigdy nie miałem takiej przyjaciółki jak ona. Zawsze miałem problemy ze znalezieniem przyjaciół. Wszyscy sądzili mnie tylko po wyglądzie, dlatego ufam Katy i wierze że to zmieni.
Miałem tylko pół godziny, zeby po nią pojechać, więc poszedłem się ubrać. Nałożyłem koszulę i wpuściłem ją w spodnie, kamizelkę i okulary, a potem poszedłem na dół, aby zjeść śniadanie.
-I jak moje ciasteczko?-powiedziała z uśmiechem, a ponieważ byłem jej jedynym dzieckiem, robiła wszystko co chciałem.
-Dobrze-powiedziałem i usiadłem przy stole. Zobaczyłem, że patrzy się na mnie.
-Mamo, co z tobą?-zapytałem z uśmiechem.
-Jestem po prostu szczęśliwa-powedziała z szerokim uśmiechem.
Jestem pewien, że ma to coś wspólnego z Katy.
-Ta dziewczyna Katy, poprawiła mi dzień!-dodała.
Widziałem, czułem się jak jasnowidz.
-Kim ona jest?-zapytała.
-Przyjaciółką.
Nie chciałem jej tłumaczyć wszytskiego. Co miałem jej powiedzieć? Że pomagam jej z chemii, a ona za to szuka mi partnerki na wesele? Katy faktycznie chciała mi pomóc jak przyjaciółka, ale wiedziałem, że spłaca mi się za pomoc z chemii. Mama uśmiechnęła się i zobaczyła że nie chcę o tym rozmawiać, więc kiwnęła głową.
-Jest bardzo ładna-stwierdziła.
-Okay, ja wychodzę-powiedziałęm i pocałowałem ją w policzek.
-Gdzie?! Przecież ty w weekendy siedziałeś w domu!-zapytała zaskoczona.
-No więc, Katy bierze mnie na zakupy, chce odświerzyć moją garderobę-uśmiechnąłem się.
-Oh, bardzo lubię tę dziewczynę Katy. W takim wypadku bierz moją kartę kredytową i nie martw się o pieniądzę. Kup co chcesz, na pewno ci wystarczy.
Zaśmiałem się i poszedłem do samochodu. Kiedy byłem przed jej domem, napisałem do niej żeby wyszła. Nie czekałem długo, po kilku minutach już siedziała w moim aucie.
-Dzień dobry przyszły przystojniaku-powiedziała żartobliwie, zaśmiałem się.
-Dzień dobry piękna-powiedziałem jej i zobaczyłem, że jej policzki zrobiły się lekko czerwone. Czy ona się zarumieniła? Nie, nie, jasne że nie, to nie może być prawda, oczywiście że nie, to nie może być rumieniec, nie ma takiej możliwości, jest jedną z najpopularniejszych dziewczyn, więc jasne, że nie przejmuje się moimi słowami..
-A więc gdzie jedziemy?-zapytałem. Powiedziała mi, żebym pojechał do jej ulubionego centrum handlowego, które było za rogiem.
-Jesteś w pełni przygotowany do tego, co się dzisiaj wydarzy?-zapytała.
-Co raz bardziej się boję..
-Powinieneś, bo będziesz nowym Marcelem, kiedy z tobą skończę..-powiedziała żartobliwie.
I tak byłem już dość przerażony na samą myśl, ale po porostu musiałem coś zmienić!
W końcu dotarliśmy do centrum handlowego, a następnie oboje weszliśmy do optyka.
-Pierwsza rzecz, której musimy się pozbyć, to twoje okulary-powiedziała wskazując na nie. Zdjęła je z mojego nosa i schowała do torebki.
-Ale bez nich nic nie widzę!
-Można kupić soczewki, pomogą ci i przynajmniej nie będziesz wyglądał jak palant-powiedziała powoli jak do małego dziecka.
-Wiem co to jest, ale nigdy ich nie nosiłem-powiedziałem.
-Dobrze, można teraz spróbować.
Dostałem soczewki, nałożyłem je i spojrzałem w lustro. Wyglądałem dość dziwnie, ale na pewno lepiej..
-O, teraz wyglądasz jak człowiek!-powiedziała żartobliwie. Zaczęliśmy się śmiać. Zapłaciłem z soczewki i poszliśmy do innego sklepu. Rzeczywiście, to był dobry początek, dobrze wyglądałem bez okularów.
-Twoje oczy są cudowne, jak nie są zakryte okularami-powiedziała.
-To komplement?! Świnie zaczęły latać, czy co..-powiedziałem, po czym Katy zaczęła się śmiać.
Nie chciało mi się wierzyć, że ona na prawdę myślała, że są cudowne. Po prosyu uśmiechnąłem się i poszedłem dalej. Zatrzymaliśmy się przy dużym sklepie, spojrzała na mnie z podekscytowaniem.
-Jesteś gotowy, ab tam wejść?-zapytała, biorąc głęboki oddech.
-Tak! Zróbmy to!

*z perspektywy Katy*
Nie powiedziałabym, że Marcel będzie tak dorze wyglądał bez okularów. Jego szmaragdowe oczy lśniły jeszcze bardziej niż wcześmiej. Nie wspominając o dołeczkach. Jeju, on był taki słodki kiedy się uśmiechał. Nie zwracałam na nic uwagi, tylko przyglądałam mu się.
-Hey, Katy?!-powiedział i machał mi przed oczami.
-Oh, przepraszam, zamyśliłam się. Chodźmy-powiedziałam i pociągnęłam do do wnętrza sklepu.
-No to najpierw chodźmy zobaczyć jakieś dżinsy-powiedziałam i pobiegłam do spodni.
-Czemu jesteś taka podekscytowana?-zapytał mnie z uśmiechem..
Rzeczywiście byłam podekscytowana, bo bardzo chciałam zobaczyć, jak Marcel będzie wyglądał w nowych ubraniach.
-No co chcę zobaczyć, jak będziesz wyglądać!-powiedziała, a on uśmiechnął się i poszedł do przymierzalni.
***
-Te są za ciasne-powiedział.
-Nie mów!-powiedziałam sarkastycznie.
-Nie będę takich nosił..
-Oh tak, właśnie będziesz-powiedziałam i zaciągnęłam go do sekcji z bluzkami.
-Bluzki? Nie ma tu jakichś zakinanych koszul?-powiedział niepewnie.
-Nie-krzyknęłam i spojrzałam na niego.

____________
tym razem nie odpuszcze, prosze was, ja nawet nie wiem czy wam sie podoba
nie komentujecie ani nic..
http://ask.fm/seekbromancekaty wszelkie pytania tutaj
7 kom-następny rozdział:)

wtorek, 22 października 2013

chapter 7

*z perspektywy Katy*
-Ughhh, ostatni raz Katy, to zła odpowiedź!-powiedział jeszcze raz.
-Nie umiem tego, Marcel-jęknęłam.
-Bo nie możesz się skoncentrować. Przecież wyjaśniałem ci to 5 razy-pokazał na książkę.
-Przepraszam Marcel, Wiem że jestem głupia. Może darujmy sobie już to..
-Zamknij się, chce ci pomóc i nie zostawie cię dopóki nie uzyskasz lekszych ocen, dobra? I nie jesteś głupia, tylko nie możesz się skoncentrować-powiedział stanowczo.
Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Dziękuje Marcel.. wiesz co? Jesteś prawdziwym przyjacielem, żadnen mój przyjaciel nie poświęcił by mi tyle czasu.. poza tym dawno straciłby do mnie cierpliwość. I zrobię wszystko, żeby pomóc ci znajeźć więcej przyjaciół i żebyś stał się bardziej popularny, zasługujesz na to-szczerze się uśmiechnęłam.
-Dziękuję Katy za danie mi szansy, żebyś mnie poznała.
Uśmiechnęłam się do niego i dziwnie się poczułam, że kiedyś źle go traktowałam.
-Jesteś dobrym chłopakiem. Jeśli zmienisz wygląd i bardziej w siebie uwierzysz to będziesz miał mnóstwo przyjaciół. Już teraz widać że masz potencjał.
-Serio?-zapytał, z minuty na minutę robił się co raz bardziej szczęśliwy.
-Em, nie pochelbiaj sobie, wyglądasz okropnie. Ale sprawię, że będziesz wyglądał jak przystojniak, obiecuję.
Aktualnie siedzieliśmy na jego łóżku, które znajdowało się w jego ogromnym pokoju. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że taki chłopak jak on może być bogaty. Kiedy zobaczyłam jego dom, to mnie zatkało.. Gdybym nie zobaczyła go na własne oczy, to bym nie uwierzyła. Jego dom wyglądał jak pałac.
Zaczęliśmy się śmiać, gdy nagle otworzyły się drzwi do jego pokoju.
-Cześć cykiereczku, tęskniłam-powiedziała jakaś kobiet, wchodząc do pokoju. Marcel wstał z łóżka i podszedł do niej. Kiedy mnie zobaczyła, pomyślałam sobie, że to musi być jego matka.
Nie wiem dlaczego, ale chciałam jej pokazać, że jej syn nie jest taki zły i może mieć każdą dziewczynę jaką chce, więc wstałam i podeszłam do nich. Marcel stał w drzwiach, tyłem do mnie więc przytuliłam się do niego. Odrócił się i szepnął:
-Co robisz?
-Nicnic, cicho..-szepnęłam.
Jego mama spojrzała na nas zaskoczona.
-Jestem Molly, matka Marcela-powiedziała i wyciągnęła rękę w moim kierunku.
Puściłam chłopaka i podałam jej rękę.
-Jestem Katy, przyjaciółka Marcel-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?-powiedziała, nadal w szoku. Dziwnie na nią spojrzałam.
-Ja po prostu nie jestem przyzwyczajona, że Marcela odwiedzają jacyś znajomi-dodała.
Chłopak spojrzał na nią zabójczym wzrokiem.
-Matko?!-krzyknął.
-Co?-odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
-A więc, musi się pani przyzwyczaić, bo on jest niesamowitym chłopakiem i napewno będzie miał wielu przyjaciół-powiedziałam i ponownie go przytuliłam. Marcel wcale nie był taki chudy jak mi się wydawało. Kiedy tak go obejmowałam, czułam że ma mięśnie. Cóż, kto wie, on zawsze ubiera się w jakieś wielkie koszule, które mają długi rękaw i zawsze wpuszczał je w spodnie.
Jego matka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Ahh, mam nadzieję. W porządku, później się zobaczymy. Miło było Cię poznać Katy!
-Mnie też było miło, pani Molly-lekko się uśmiechnęłam, po czym zamknęła drzwi.
-Co to w ogóle była za akcja..-zapytał, jak tylko zamknęły się drzwi.
-Po prostu nie podoba mi się to, że twoja mama w ciebie nie wierzy. Zrobiłam to tylko dlatego, żeby pokazać jej, że możesz mieć każdą dziewczynę-powiedziałam mu i usiadłam na łóżko.
Nic nie powiedział.
-No co?-zapytałam. On tylko lekko pokręcił głową.
-Jesteś całkowicie inna, niż myślałem-powiedział z uśmiechem.
-Czyli jaka?-zapytałam zadowolona.
-Znaczy, czasami jesteś taka sarkastyczna, pomagasz mi, jesteś popularna i nie musisz tego robić. Nikt nie zrobił by dla mnie czegoś takiego jak ty-powiedział i usiadł obok mnie.
-Ty tak samo. Nie spodziewałam się, że taki jesteś-powtórzyłam.
-Czyli jaki?-naśladował mnie. Od razu zaczęliśmy się śmiać. A kiedy miałam już odpowiedzieć, zadzwonił mi telefon.
-Kto to?-zapytał z obojętnością.
-Luke. Ughhh, nic nie mów-powiedziałam i położyłam się na łóżku.
-Dlaczego? Zerwaliście?-zapytał.
-Nie, ale nie chce z nim rozmawiać.
Spojrzał na mnie i skinął głową.
-Okay, jak sobie życzysz. Co teraz?-zapytał
-ZAKUPY!-krzyknęłam podekscytowana-Jutro jest weekend, więc możemy iść na zakupy na cały dzień, a potem pójdziesz ze mną na imprezę-dodałam.
-Nigdy nie byłem na imprezie-zawstydził się.
-Spokojnie, nie martw się o to. Nie zostawie cię tam przecież. Odświerzymy twoją garderobę i będzie git. A teraz pokaż mi gdzie masz szafę z ubraniami-zapytałam, a wtedy on wskazał mi szafę.
Wyskoczyłam z łóżka, aby przejrzeć jego rzeczy. Chłopak poszedł za mną i patrzył jak wyrzucał praktycznie wszystkie jego ubrania na ziemię.
-Co ty robisz?!-krzyknął.
-Oj, zamknij się. Ja nie wiem jak ty możesz w tym chodzić..-powiedziałam.
-Co ja mam teraz na ubrać?
Spojrzałam na niego z miną w rodzaju *ty tak serio?!*
-Uhhh, może coś co nadaje się do noszenia-powiedziałam sarkastycznie, ale chłopak nie śmiał się. Skrzywił się i dalej przyglądał się ja rzycam jego ubraniami.
-Nie martw się, zmienimy to!
-Ale ja nie chcę tego zmieniać, kocham swój styl..
-Zamknij się, albo popełnię samobójstwo-powiedziałam ze zmrużonymi oczami-Pamiętaj, obiecałeś mi, że będziesz posłuszny..
Jęknął ze złości.
-DOBRA-krzyknął.
-Dobry Boże, Marcel ty nie masz nawet jednej pieprzonej pary dżinsów-powiedziałam.
-Nigdy ich nie nosiłem.
-Oczywiście. Zamiast udać się do normalnego sklepu, będziesz nosił takie ohydne spodnie? Nie pozwolę na to-krzyknęłam. Nie mogłam znaleźć ani jednej porządnej rzeczy.
Chłopak nic nie powiedział tylko usiadł na łóżku.
-Skończyłaś już?-zapytał.
-Cicho bądź! Powinieneś iść do więzienia, za taką modową zbrodnię!-krzyknęłam.
-Która godzina?
-Hmm, prawie 23!-o cholera, obiecałam mamie, że będę przed 24. Pewnie pomyśli, że zamiast uczyć się z Marcelem, pojechałam na jakąś imprezę.
Zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam na zewnątrz.
-Co się stało?-zapytał.
-Muszę już wracać do domu!
-Okay, poczekaj odwioze cie..
Siedzieliśmy już w samochodzie i byliśmy w drodze do domu.
-Przyjedź po mnie jutro o 9, w porządku?-powiedziałam.
-Czego tak wcześnie?
-Bo mamy długi dzień i mamy dużo rzeczy do zrobienia. Nie mogę się pokazać z tobą kiedy wyglądasz.. tak.Bez urazy-uśmiechnęłam się.
-Mówisz bez obrazy, a dzisiaj przeklinałaś moje ubrania, powywalałaś je i ogólnie zrobiłaś mi burdel, tylko w ciągu 3 godzin-powiedział sarkastycznie, a ja wybuchłam śmiechem. On na prawdę cały czas mnie rozśmieszał.
Kiedy dojechaliśmy do mojego mieszkania powiedziałam:
-Czekam jutro na ciebie. Weź ze sobą trochę kasy, koniecznie!
Wyszłam z samochodu prosto do moich drzwi. Zamin weszłam do środka, odwróciłam się do chłopaka. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że jeszcze tam czeka, patrząc na mnie. Chciał się upewnić, czy aby na pewno bezpiecznie weszłam do domu, to było baardzo słodkie. Luke nigdy by tak nie zrobił i pewnie nie zrobi. Złapałam za klamkę, uśmiechnęłam się i pomachałam mu. Gdy tylko weszłam do domu, od razu pobiegłam do pokoju prosto do łóżka. Po takim dniu musiałam odpocząć!

wtorek, 8 października 2013

chapter 6

Czekałam w bibliotece na niego jakieś 15 minut. Gdzie on jest?! Nie mogłam uwierzyć, przecież to on powienien czekać  na mnie.. Miałam już iść kiedy usłyszałam, że wchodzi.
-Przepraszam za spóźnienie.
-Miałam już iść..
-Przepraszam, chciałem pomóc-powiedział
-Chciałeś pomóc? Zostawiłeś mnie na 15 minut i musiałam czekać. To nazywasz pomocą?-powiedziałam zdenerwowana.
-Starałem się przekonać prof. Gregora, żebyś mogła powtórzyć egzamin w przyszłum tygoniu. A jeśli pokażesz poprawę, nie wyśle tych wyników, towim rodzicom-powiedział, próbując złapać oddech. Wydaje się, że tu biegł.
-Naprawdę?!-zapytałam szczęśliwa. Pomógł mi tak bardzo, a ja go o nic nie prosiłam. Co raz bardziej mnie zaskakiwał.
-Taak i faktycznie mi się udało, więc w następnym tygodniu będziesz powtarzała egzamin-powiedział z podekscytowaniem.
-O mój Boooże! Dziękuję, dziękuję, dziękuję!-powiedziałam i szybko go przytuliłam. Zasłużył na to. Ale kiedy go puściłam, zobaczyłam że zrobił się cały czerwony i mamrotał.. a ja zaczęłam się z niego śmiać.
Po tym jak mu podziękowałam, przypomniałam sobie, że mam jeszcze wielki problem. Myśląc o tym, zmarszczyłam brwi.
-Co się stało?-zapytał mnie.
-Co z tego, że mogę powtarzać test? Jak ja się do niego nauczę, jak ja nic nie potrafię..-powiedziałam ze smutkiem i usiadłam na krześle.
-Nie martw się o to, pomogę ci.
-Serio? Mógłbyś?-zapytałam go. Byłam zaskoczona, że oferował mi pomoc po tym wszystkim, co zrobili mu moi przyjaciele, a ja tylko stałam obok i się nie odzywałam. Nie pomogłam mu w żaden sposób.
-Jestem asystentem prof.Gregora, więc myślę, że mogę ci pomóc-powiedział sarkastycznie po czym zaśmiałam się i ponownie mu podziękowałam.
-To co chcesz w zamian?-zapytałam go.
-Co?! Niczego nie chcę. Robię to dlatego, że jesteś moją przyjaciółką. I szczerze mówiąc, jesteś jedyną osobą, która traktuje mnie jak normalnego chłopaka.
Pokręciłam głową.
-Nie ma mowy, muszę coś zrobić. To znaczy, pomożesz mi z nauką, a ja muszę przyznać, że jestem głupia. Zapewniam cie, że nie będzie ci łatwo mnie nauczyć. Zaufaj mi, mówię prawdę. Więc jeśli jest coś w czym mogłabym ci pomóc, to mów-powiedziałam
Byłam pewna, że będę musiała go błagać o to, żeby coś wymyślił, ale w końcu przemówił..
-No więc, jest taka jedna rzecz, w której mogłabyś mi pomóc-ponownie się zarumienił.
-Tak! Słucham cie.
Odchrząknął.
-Miałem nadzieję, że pomożesz znaleźć mi tę partnerkę na ślub, bo w innym wypadku moja mama straci jakąkolwiek nadzieję..-powiedział cicho, chyba się zawstydził.
Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się.
-Cóż, to nie będzie takie łatwe, ale pomogę ci, pod jednym warunkiem-ostrzegłam go
-Wszystko co zechcesz-powiedział radośnie
-Będziesz mnie słuchał i robił wszystko co powiem. No i zajdzie kilka małych zmian, okey?
-Okey, jest w porządku-powiedział z szerokim uśmiechen na twarzy. Znowu pokazały się jego dołeczki i perłowe białe zęby, które były doskonałe. W tym momencie skoncentrowałam się tylko na jego pięknych szaragdowo zielonych oczach, które znajdowały się pod jego grubymi okularami.
Ughh, nie znowu Katy!
-Okay, kiedy zaczniemy lekcje?-zapytałam
-Myślę, że tak szybko jak tylko możemy. Masz dużo rzeczy do nadrobienia. Może być dzisiaj?
-W porządku, u mnie, czy u ciebie?
-Wolę u mnie, jeżeli nie ma z tym problemu-powiedział nie pewnie.
-Nie mam nic przeciwko, zrobimy ci dzisiaj małą metamorfonę *zmiana Marcela w przystojniaka*-powiedziałam, chłopak chyba czuł się trochę onieśmielony.
-Boisz się?-zapytałam sarkastycznie.
-Właściwnie, to tak. Może dlatego, że nigdy nie przechodziłem metamorfozy i przestraszyłaś mnie trochę-powiedział mi, czułam że był naprawdę przerażony.
-Nie martw się, jesteś w dobrych rękach. Nie zawiode cię Marcel i obiecuję, że postaram się ze wszystkich sił, żeby znaleźć ci najlepszą partnerkę na świecie!-powiedziałam, próbując go pocieszyć, ale on tylko kiwnął głową.

A więc, to będzie interesujące, przemienić Marcela w przystojniaka hmmm, to brzmi całkiem dobrze, zobaczmy co potrafię zrobić, dla tego chłopaka..

*z perspektywy Marcela*
Po rozmowie z Katy, wróciłem do klasy. Od razu poszedłem do mojej szafki, aby wziąć potrzebne książki.
-Cześć frajerze-usłyszałem czyjś głos.
Jeeeju, dlaczego nie mogą mnie zostawić w spokoju. Obejrzałem się i zobaczyłem, że to jest Luke. Nie odpowiedziałem mu i spowrotem wróciłem do moich książek.
-Z tego co wiem, to powiedziałem 'cześć frajerze'-krzykną i pchnął mnie.
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?
-Oh, nic nie chcę. Ale gdy ktoś do ciebie mówi, to wypada kurwa odpowiedzieć-krzyknął ponownie i złapał mnie za kamizelkę.. nagle wokół nas zebrał się tłum.
-Więc możesz mnie już zostawić-powiedziałem cicho.
-Yeeah, co zrobisz, jeśli tego nie zrobię?-zbliżył się do mojej twarzy. Nie odpowiedziałem więc ludzie zaczęli krzyczeć.
-Bijcie się! Bijcie się!
Oh nie, proszę.. nie chcę tego. Luke uśmiechnął się do nich, poczuł się zachęcony, więc spojrzał na mnie.
-Oo, słyszałeś ich!-powiedział i miał już się zamachnąć.
-Przestań Luke-krzyknął prof. Gregore-W tej chwili do dyrektora-dodał.
Luke się nie odezwał, więc dodał:
-W TEJ CHWILI!
Luke już miał iść, ale zdążył dodać.
-Bądź wdzięczny, że ktoś cię uratował. Inaczej byłbyś już martwy..
Spojrzałem na niego zaszokowany. Udaliśmy się do dyrektora. Luke dostał 2 godziny aresztu i fałszywie mnie przeprosił.
Po tej całej sytuacji, wróciłem do klasy.
Gdziekolwiek nie spojrzałem, widziałem ludzi którzy śmieli się ze mnie. Cały czas na mnie patrzyli. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić, ale czasami chciałbym mieć przyjaciół i dziewczynę, tak jak większość normalnych nastolatek w moim wieku. Dzięki Bogu Katy zgodziła się pomóc mi. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co ze mną zrobi. Szczerze muszę powiedzieć, że jestem onieśmielony i przestraszony. Ale wiem, że Katy wie co robi, więc muszę jej zaufać.
*5 godzin później*
Nadszedł czas na metamorfozę. Udałem sę do mojego samochodu i napisałem do Katy.
'Kiedy mam po ciebie przyjechać?'
Dostałem odpowiedź:
'Właśnie jadę do domu, wyślę ci mój adres, więc za godzinę możesz po mnie przyjechać'
Nawet nie zdążyłem odpisać, a już dostałem nowego sms'a od niej.
'Przyjedziesz samochodem, czy taczką, może pojedziemy moim?'
Czytając to, zacząłem się śmiać. Czemu wszyscy myślą, że jeśli chłopak jest nerdem, to jest biedny?
'Przyjadę po ciebie, nie martw się'
Odpisałem jej, po czym ona wysłała mi swój adres.

*pół godziny później*
'Czekam już'
Siedziałem w tym samochodzie już jakieś dobre 10 minut, ile jeszcze mam czekać?
Nagle usłyszałem, że dzwoni mi telefon, to Katy.
-Gdzie ty do diabła jesteś?! Czekam na ciebie około 10 minut!-krzyknęła
-Co ty gadasz? Przecież stoję i czekam na ciebie!
-Pod czyim domem stoisz?-zapytała
-Nie wiem. Na podwórku stoi fontanna, biale ogrodzenie i brama z..
Przerwała mi.
-Wokół są różowe kwiaty?-spytała
-Dokładnie tak!-odpowiedziałem.
-No to gdzie ty zaparkowałeś? Nie ma żadnych samochodów, oprócz jednego. Ale nie sądzę, że jest twój.
Nie miałem wyjścia, wysiadłem z samochodu i pomachałem jej. Dziewczyna osłupiała z tego całego szoku, otworzyła buzię i patrzyła się to na samochód, to na mnie.
Poszedłem prosto do miejsca gdzie stała.
-Wszystko w porządku?-powiedziałem do telefonu tylko dlatego, że Katy dalej trzymała telefon przy uchu. Opuściła ją i spojrzała na mnie zdezoreintowana i zszokowana. Chyba nie wierzyła w to co widziała.  Dziewczyna pchnęłą mnie na bok bez słowi i poszła do samochodu. Zanim wsiadła, obkrążyła go 50 razy przesuwając na nim palcami. Zdezorientowany jej działaniem, wsiadłem do samochodu i czekałem aż się uspokoi.
-Możemy już jechać?-zapytałem.
Spojrzała na mnie, jeszcze chwilę postała i na szczęście wsiadła. Nie wypowiedziała ani jednego słowa, przez całą drogę do mojedo domu.
-Jesteś bogaty?-nagle zapytała
-Można tak powiedzieć.
-Czemu nigdy nie widziałam twojego samochodu w pobliżu szkoły?
-Bo parkuję daleko od szkoły. Wolę iść piechotą.
-Czemu?!
-Nie lubię się popisywać-stwierdziłem.
-Jesteś głupiutki! Wiesz ile byś wyrwał dziewczyn z naszej szkoły, jakbyś pokazał samochód?-powiedziała, patrząc na mnie.
-Ja tak nie chcę, wolałbym żeby dziewczyny polubiły mnie, za to kim jestem.
-Noo i w tym tkwi twój problem.. Moim zadaniej jest znaleźć Ci partnerkę przed ślubem, więc od teraz masz jeździć tym samochodem CODZIENNIE do szkoły. Masz to robić tak, żeby wszyscy się dowiedzieli, że to twoje auto, jasne?-powiedziała i dalej zaczęła nawijać-jeszcze lepiej, jak będziesz parkował wewnątrz szkoły..
Spojrzałem na nią miną typu *poważnie?!*
-Za dużo, prawda?-zapytała, na co ja nic nie odpowiedziałem, tylko popatrzyłem na nią, co samo przez się mówiło, że TAK.
-Dobrze, ale będziemy parkować w parku-powiedziała, wskazując na mnie gestem ostrzegawczym.
-W porządku, ale robię to wszystko tylko dlatego, że ci ufam.
-Zaufaj mi, a gwarantuje ci, że jeśli dziewczyny zobaczą samochód będę z tobą rozmawiały. A jeśli nie, to trudno.
-Okey-powiedziałem i kontynuowałem drogę do domu.

__________
Przepraszam, za błędy ale pisałam to na telefonie, bo jestem u babci i nie mam kompa. Komentujcie, proszę:)

poniedziałek, 30 września 2013

chapter 5

*2 tygodnie później*
Ostatnio nie miałam jakiś większych problemów. Dostałam kilka ostrzeżeń od mamy. Zaczęłam się uczyć do egzaminu z chemii. Nie wiem jak mi poszło w sumie, ale mamie powiedziałam, że dobrze, bo przecież od razu dzwoniłaby do ojca. A akurat miał pracę służbową w kraju, więc..
Miałam mieć egzamin z matematyki, a ojciec najbardziej zwracał uwagę na oceny z tego przedmiotu, więc musiałam go zdać. Z jednej strony to było dobre, wszyscy z gangu byli zajęci uczeniem się, więc nie było problemów. Nie dość, że byłam zajęta wkuwaniem, to musiałam jeszcze chodzić, na praktyki cheerleaderek. A co do Luke, to jest on co chwilę zajęty praktykami z piłki nożnej. Rozmawialiśmy tylko przez telefon, a jak nie tak to na korytarzu, ale bardzo rzadko. Nasze relacje się pogarszały. Już w ogóle nie czułam się dla niego ważna. Byliśmy już ze sobą, chyba tylko dla tego, że dobrze razem wyglądaliśmy.
Wcześniej nie miałam problemu, żeby znaleźć się w areszcie. Byłam tam przynajmniej 2-3 razy tygodniowo, ale zmieniłam się. Nie widziałam się przez ten czas z Marcelem. Chyba, że tylko na chemii i angielskim, ale wcale nie rozmawialiśmy. Chciałam z nim kilka razy porozmawiać, ale nie udało mi się. W sumie, to poza aresztem jakoś nie rozmawialiśmy w ogóle. Kilka razy widziałam jak chłopcy się nad nim znęcali, a ja nie miałam odwagi się odezwać, bo jestem tchórzem..
Nawet widziałam jak Luke i jego koledzy go zastraszają. Za każdym razem ja mówiłam mu, żeby zostawił Marcela, to ignorował mnie..
Dzisiaj mieliśmy się dowiedzieć o wynikach z egzaminu z chemii. Moja mama czekała i decydowała o tym, czy powiedzieć ojcu czy nie.
Siedziałam w klasie i ze zdenerwowania pociłam się jak świnia. Kiedy prof. Gregore wyczytał moje imię, spojrzałam na niego i usłyszałam:
-Oblałaś-powiedział z gniewem i położył kartkę na moim biurku.
Zamknęłam oczy, nawet nie chciałam tego widzieć i położyłam głowę na ławce. Było mi wstyd, bo praktycznie jako jedna w klasie oblałam. Pomyślałam, że potrzebuję pomocy z tego durnego przedmiotu. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to to, żeby poprosić Marcela o pomoc. Odwróciłam sie w jego stronę ze smutną miną. Chciałam się z nim spotkać po lekcji..
|Spotkamy się po lekcjach w bibliotece?| napisałam na karteczce, zgniotłam ją i rzuciłam mu.
Myślę, że biblioteka jest najlepszym miejscem, dlatego że nikt z moich znajomych tam nie chodzi. Tak prawdę mówiąc, to ja nie pamiętam jak wygląda nasza biblioteka.
Spojrzałam się, żeby zobaczyć reakcję Marcela. Uśmiechnął się do kartki, a potem spojrzał na mnie z tym samym uśmiechem. Kiedy się uśmiechał to robiły mu się dołeczki! Wyglądał tak bardzo uroczo.

EEE, Katy co się z tobą dzieje! Przestań tak myśleć.. To Marcel, NERD. Typ chłopaka, do którego kiedyś nawet byś się nie odezwała!!

Już nie mogłam się doczekać jak się z nim spotkam. Chciałam z nim porozmawiać, naprawdę mi go brakowało..

CZYTASZ-KOMENTUJESZ+MOTYWUJESZ MNIE=SZYBCIEJ NOWE ROZDZIAŁY

czwartek, 26 września 2013

chapter 4

To ostatni dzień, tego okropnego tygodnia. Bez telefony czułam się jakaś odizolowana od świata. Nie mogłam pisać z Jenny, Rachel i Cathy! Nawet ciężko było się umówić, na odpowiednią godzinę itp. Z Lukiem prawie w ogóle przez ten czas się nie kontaktowałam. On bardzo często jest zajęty, a jak miałam telefon to chociaż jako-tako pogadaliśmy. Kiedy widzieliśmy się na korytarzu, on ciągną mnie nie wiadomo gdzie. Ostatni tydzień to tylko szkoła, dom, szkoła, dom. Wyrwaniem się z tych monotonnych dni, były te kiedy miałam areszt. Nauczyciele lubili Marcela i cały czas kazali mu mnie pilnować. A tym tygodniu miałam tylko 3 areszty, przez ten czas miałam okazję, dobrze poznać się z Marcelem.
Śmiał się ze mnie, że mam takie złe oceny z chemii.. Był on chłopakiem, z którym można było swobodnie o wszystkim porozmawiać.
Właśnie szłam w stronę sali od angielskiego razem z moim gangiem. Weszliśmy i prof. Sally zaczęła lekcję.
-Okey ludzie. Możecie wyciągnąć swoje eseje-powiedziała.
Czeeekaj, co? Jaki esej? Nie pisałam żadnego! Odwróciłam się do Jenny i zapytałam:
-Eseje?!
-Tak Katy, no mieliśmy napisać na dzisiaj.
Skrzywiłam się i zastanawiałam o co chodzi.
-O cholera-powiedziałam i opuściłam głowę na biurko.
Prof. Sally chodziła po klasie i zbierała od każdego wypracowania i nagle przyszła kolej na mnie.
-Katy? Gdzie twój esej?-zapytała.
Podniosłam powoli głowę i uśmiechnęłam się.
-Umm, śmieszna historia. Byłam..
-Nie obchodzi mnie to. Nie masz na dzisiaj, więc po lekcjach idziesz do aresztu.-przerwała mi
Zamknęłam oczy i westchnęłam. Kolejny raz areszt..
*koniec lekcji*
Miałam nadzieję, że znowu będzie mnie pilnował Marcel. Weszłam do sali i zobaczyłam go jak siedział za biurkiem. Ulżyło mi, aż się uśmiechnęłam.
-Hey, kumplu-przywitałam się, a chłopak od razu się uśmiechnął.
-Co dzisiaj zrobiłaś?-zapytał.
-Powinieneś zapytać, czego NIE zrobiłam..-powiedziałam sarkastycznie.
-Praca domowa?
Pokiwałam głową twierdząco. Wyglądał na trochę zaniepokojonego, jakby wszystkie nieszczęścia świata spoczywały na nim.
-Co się stało?-zapytałam zmartwiona. Nie słyszał mnie.
-MARCEL?!-krzyknęłam
-Hm? Przepraszam..-powiedział
-Co się z tobą dzieje?
-Nic, nic.
-Marcel!
-Co ci tak zależy, żeby wiedzieć?-spytał.
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chciałam mu pomóc jakoś, ale nie powiem mu tego. To też przez to, że siedzieliśmy w areszcie.
-Nie wiem-powiedziałam, udając niezainteresowaną. Właściwie, nie mogę kłamać, chciałam mu pomóc. W końcu to on uszczęśliwiał mnie, w ostatnim tygodniu. Był okropny, a Marcel rozweselał mnie.
Mój Boże, dlaczego on taki jest?!
Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy, ale po prostu już nie mogłam tego znieść!
-Więc, nie powiesz mi co się dzieje?-zapytałam ponownie, a on spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem.
-Nie ważne.
-Powiedz mi, co się dzieje, na Boga!!-krzyknęłam.
-Myślałem, że nie obchodzi cie to.
-Jestem po prostu ciekawa, gaaadaj!-powiedziałam
Wziął głęboki oddech i powiedział:
-Mamy w rodzinie wesele i moja mama powiedziała, że nie mogę iść bez dziewczyny..
Nie byłam zaskoczona, można się było domyśleć, że chodzi o dziewczynę.
-Kiedy ten ślub?-zapytałam
-Za 2 miesiące-powiedział
-Dlaczego nie poprosisz rodzeństwa?
-Myślisz, że tego nie robiłem? Wszyscy są zajęci już-złapał się za głowę i jęczał
-Cóż.. 2 miesiące to szmat czasu, aby znaleźć partnerkę, nie martw się-pocieszałam go.. on tylko skinął głową.
-Mam nadzieję.
Marcel pewnie myśli, że żadna dziewczyna nie będzie z nim chciała iść.. W każdym razie, resztę godziny siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.

wtorek, 24 września 2013

chapter 3

Przez resztę godziny rozmawiałam z Marcelem. Kiedy z nim rozmawiałam nie wydawał się już być takim frajerem jak wcześniej.To co mówił było całkiem.. zabawne. Myślę, że ludzie w szczególności ze względu na jego wygląd, nie chcą go poznać. A ponieważ byłam znudzona na śmierć i nie mając nic innego do roboty pomyślałam, dlaczego z nim nie pogadać.
-To już dokładnie godzina..-powiedział, spoglądając na zegarek.
-Już?!-powiedziałam sarkastycznie.. Marcel zaczął się śmiać.
-Cóż, zdaje się, że złamałem zasady rozmawiając z tobą. Jeśli profesor Gregore się dowie, będę miał problem-powiedział.
-I myślisz, że będę chciała sama sobie zaszkodzić? Nie martw się, to będzie nasz mały sekret-zarumienił się.
Myślę, że chłopak nigdy nie rozmawiał tak z dziewczyną, żeby mieć sekrety.. W każdym bądź razie, wyszłam z pokoju prosto do mojego samochodu. Sprawdziłam telefon, a kiedy zobaczyłam liczbę nieodebranych połączeń od moich przyjaciółek, aż się zdziwiłam.. Dostałam też sms'a od Luka. Napisał w nim, że przyjedzie po mnie później, to pójdziemy na imprezę do Jenny z okazji rozpoczęcia roku. Oczywiście zgodziłam się, nigdy nie przegapię takiej imprezy, zwłaszcza jeśli jest w domu moich znajomych. Kiedy wróciłam do domu, poszłam od razu szukać mojej mamy. Nie musiałam daleko szukać, ponieważ siedziała przed telewizorem.
-I jak minął pierwszy dzień?-zapytała.
Wzięłam głęboki oddech, westchnęłam i usiadłam obok niej.
-Eh, nie zamierzam kłamać mamuś, byłam w areszcie..-powiedziałam, ale nie zareagowała. Już się przyzwyczaiła, że mam kłopoty.
-Pierwszego dnia? Wow, jestem zaskoczona-powiedziała przedrzeźniając mnie.
-Co mogę powiedzieć, twoja córka jest wyjątkowa.
-Zamknij się i nie pchaj się w takie gówno.. to twój ostatni rok-ostrzegła mnie.
-Doobra, ale po co powtarzasz mi to każdego roku kilka razy?!-zapytałam zdenerwowana
-Ja cię tylko ostrzegam, dlatego że, nie widzę żadnej poprawy w ocenach, zwłaszcza z chemii. Chyba nie chcesz, żeby ojciec się o tym dowiedział-groziła.
Nienawidzę, kiedy broni się ojcem! Szantażowała mnie, bo wiedziała że się go boję. Jeśli chcę skończyć szkołę, muszę poprawić oceny, wiem.
-Okej, będę się starała-powiedziałam i skierowałam się w stronę swojego pokoju-Jak coś to ja dzisiaj wychodzę-dodałam.
-Gdzie?-zapytała mama
-Do Jenny.
-W porządku, ale wróć przed północą-powiedziała.
Nie chciałam się kłócić, więc tylko pokiwałam głową i poszłam na górę.
Gdy tylko zobaczyłam łóżko, od razu się na nie rzuciłam. Wzięłam telefon aby odpisać na sms'y. Kilka minut później zadzwonił do mnie Luke.
-Cześć kochanie-powiedziałam.
-I jak moja dziewczynko?-zapytał.
-Nie za ciekawie, ale to nie ważne. Jak ci minął dzień?
-Mm, w porządku. Typowy pierwszy dzień, praktyki tak samo. Kiedy mam po ciebie wpaść?-spytał
-Jakoś za godzinę. Możemy pojechać wcześniej, zanim wszyscy zaczną się schodzić. Potrzeba mi trochę świeżego powietrza, po tym dziwnym dniu..
-Okay, przybędę za kilka minutek-powiedział, po czym się uśmiechnęłam.
-Dobrze, czekam!
-Ubierz coś seksownego-zażartował.. zaczęłam się śmiać.
-..porozmawiamy o tym później- powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
Rzeczywiście ubrałam coś seksownego z myślą o nim. Była to krótka, czarna, obcisła sukienka i czarne szpilki. Przy Luke zawsze musiałam dobrze wyglądać. W rzeczywistości nasz związek nie był najlepszy. Dużo się kłóciliśmy, kilka razy złapałam go jak flirtował z innymi dziewczynami, ale przysięgał, że nigdy mnie nie zdradził. Nie chodziliśmy sami na randki, co może wydawać się trochę dziwne. Zawsze jak gdzieś wychodziliśmy, ktoś nam towarzyszył. Najczęściej chodziliśmy na podwójne randki. Takie fizyczne przyjemności jak całowanie, sex wcale mnie nie cieszyły. Nigdy jeszcze nie poczułam się tak wspaniale jak w filmie. Mam na myśli motyle w brzuchu, nerwowość, bełkot. Nasz związek polegał na tym, że Luke pokazuje mnie dla swoich przyjaciół i tylko dlatego musiałam wyglądać dobrze i sexy przez cały czas. Przez to że Luke był taki popularny, można przyznać, że znalazłam na szczycie piramidy społecznej w naszej szkole.. nie chciałam tego stracić.
*kilka minut później*
Przyjechał Luke. Od razu pojechaliśmy na imprezę i bawiliśmy się. Tańczyliśmy, piliśmy.. nie spodziewałam się że aż tyle wypiję. Do domu wróciłam o 2 w nocy, jeśli mama się dowie to mnie zabije.. Mam nadzieję, że nie zorientowała. Ale oczywiście, tak się stało że potknęłam się o schodek.. od razu pobiegłam do pokoju. Nie zdążyłam się zorientować a moja mama już była w pokoju. Chwyciła mój telefon i wyszła.
-Mamo?!-powiedziałam.
Ona tylko na mnie spojrzała, bez żadnych emocji. Starała się tylko kontrolować swój gniew.
-Masz szlaban, panienko. Biorę twój telefon na tydzień, nawet nie waż się kłócić.
Skinęłam głową i wróciłam do swojego pokoju. Wiedziałam, że jeśli zacznę dyskusję i tak z nią nie wygram.
Od razu położyłam się, chciałam jak najszybciej obudzić się już następnego dnia.
____
Myślę, że rozdział nie wyszedł mi najlepiej. Wiem, że stać mnie na więcej, ale jakoś tak wyszło. Następny na pewno będzie lepszy. Liczę na waszą opinię w komentarzach:)
CZYTASZ-KOMENTUJESZ+MOTYWUJESZ MNIE=SZYBCIEJ POJAWIAJĄ SIĘ NOWE ROZDZ.

niedziela, 22 września 2013

chapter 2

CZYTASZ-KOMENTUJESZ+MOTYWUJESZ MNIE=SZYBCIEJ POJAWIAJĄ SIĘ ROZDZIAŁY
Gdy weszłam do sali na środku klasy stał profesor, a obok niego nowy chłopak.
-Więc, klaso.. to jest Marcel. Jest nowy, ale zostanie moim asystentem, ponieważ pokazał na co go stać. Widziałem jego wyniki, ze starej szkoły.. były powalające. Mam nadzieję, że miło go przyjmiecie, liczę na was. Pokażcie się z jak najlepszej strony!
Spojrzałam na niego i stwierdziłam, że jest typowym nerdem. Spodnie podciągnięte pod żebra, miał koszulę, zieloną muszkę, kamizelkę, nie wspominając o okularach wielkości denka od słoika. Nie byłam zainteresowana gadaniem profesora Gregora na temat jak w tym roku będzie lepiej, więc wyciągnęłam telefon i napisałam sms'a do Luka. Nie widziałam go od rana.
-Hey hey, Ty!-słyszałam jak ktoś z tyło do mnie szepcze, więc odwróciłam się. Zobaczyłam, że to był ten koleś Marcel.
Wskazywał na mój telefon i gestykulował.. Spojrzałam na niego bez zainteresowania.
-Myślisz, że jesteś tu najważniejszy?-wyglądał, jakby to co mu powiedziałam, mocno go zabolało. W sumie, to nie obchodziło mnie to, nawet nie miałam ochoty dalej z nim rozmawiać, więc kontynuowałam swoją czynność i dalej pisałam sms'a.
Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam profesora stojącego przede mną..
-Witam, księżniczkę Katy-powiedział przedrzeźniając mnie. Wstałam i poszłam za nim.
-Dzień dobry, profesorze.. dawno się nie widzieliśmy.
Sztucznie się uśmiechnął i położył ręce na biurku.
-Telefon, poproszę-powiedział bez emocji i wyciągnął ręce w moją stronę, abym mu oddała swoje urządzenie.
Stwierdziłam, że nie ma sensu spierać się z nim. Przewróciłam oczami, dałam mu telefon i wróciłam na swoje miejsce.
-Katy, to pierwszy dzień i byłbym ci bardzo wdzięczny, jeśli zostawisz swój telefon.. i nie wiem, ale to może czas na jakieś zmiany-powiedział
-Przepraszam, prosze pana-powiedziałam, żeby tego nie ciągnąć, ale niee, musiał zawstydzać mnie dalej.
-Jeśli się postarasz, to będziesz miała lepsze oceny. To twój ostatni rok Katy, nie odpuszczaj sobie. Ostatni rok trzeba przejść-krzyczał do mnie. Okay przyznaję, że nie jestem geniuszem z chemii. Wprost nienawidze jej, nie rozumiem i koniec. A co do testów, to będę się starała napisać jak najlepiej. Jeśli mi nie wyjdzie, t r u d n o.
-Oh i nie zapomnij, będziemy kontynuować naszą pogawędkę w areszcie-powiedział
Słucham? Areszt? To znaczy, przyzwyczaiłam się, że siedziałam po lekcjach, ale pierwszego dnia? Kiedy skończyła się lekcja i wszyscy wyszli z klasy, poszłam odzyskać telefon. Kiedy moje oczy spotkały się z tymi szmaragdowo zielonymi oczami za grubymi szkłami, od razu wiedziałam że to Marcel. Patrzył na mnie a ja po wysłuchaniu krótkiego wykładu profesorka wzięłam swój telefon i udałam się do poszukiwania Luka. Nie mogłam go nigdzie znaleźć, więc po prostu udałam się do swojej szafki. Jak na razie ten dzień nie zapowiadał się ciekawie. Aż zaczęłam się niepokoić..
-A co to za piękna dziewczyna? Ohh, czekajcie.. to moja dziewczyna!-Luke uśmiechnął się, gdy tylko go zobaczyłam. Przytulił mnie i lekko pocałował.
-I jak pierwszy dzień?-zapytał
-Zły, po prostu okropny, mam areszt..
-Poważnie? Katy, przecież minęło kilka godzin-powiedział niespodziewanie
-Widzisz, jesteś ze złą dziewczyną.. co mam powiedzieć?-zażartowałam, Luke zaczął się śmiać, po czym pocałował mnie w policzek
-Muszę już iść, ale zobaczymy się później, w porządku?
-Okey.
Po ukończeniu wszystkich lekcji, byłam rzeczywiście zmęczona. Nic mi się nie chciało robić, ale musiałam siedzieć jeszcze godzinę w areszcie. Nienawidziłam tego dnia. Poszłam do sali w której siedział p.Gregore. Dumny z siebie, czeka na mnie.
-Dzień dobry księżniczko.
Nie odpowiedziałam mu, tylko usiadłam. Tylko godzina i na dzisiaj koniec tego piekła!
-No właśnie, czekam na ciebie Marcel. Chciałem się upewnić, że przyjdziesz!-krzyknął
-T..tak psze pana- o nie! znowu ten frajer
-Masz mieć oko na nią przez następną godzinę
-Oczywiście, prosze pana-powiedział Marcel z uśmiechem.
Co do cholery?! On jest nie do zniesienia, a mam spędzić z nim całą pieprzoną godzinę..
-Pamiętaj, zero telefonów, zero rozmów, zero.. wszystkiego!-zapewniał profesor i wyszedł z sali.
Miałam ochotę krzyknąć 'MUSIAŁEŚ TO POWIEDZIEĆ?'

*pięć minut później*
Marcel w końcu odezwał się..
-Przepraszam za tamto, próbowałem ostrzec cię-nie odpowiedziałam mu, bo byłam wściekła i chciałam iść do domu. Wzięłam swój telefon i zaczęłam robić coś, cokolwiek tylko dla zabicia czasu.
-O nie, nie możesz tak robić-powiedział, gdy zauważył telefon.
-Nie obchodzi mnie co mówisz, zaraz zanudze się na śmierć..
-To jest areszt, proszę odłóż to.
Spojrzałam na niego bez żadnych emocji.
-Gdybym powiedział to dla profesora, mogłabyś dostać inną karę-powiedział zirytowany
-Nie zrobisz tego-powiedziałam
-Na tem moment, jestem w stanie to zrobić.
-Nie sądzę-powiedziałam mając nadzieję, że Marcel da mi spokój..
-W porządku, idę po niego- wstał i był już w drodze do drzwi. Okey Katy, tym razem Twoja duma nie pomoże. Jeżeli on zawoła profesora, będę miała ogromne kłopoty.
-Dobra, dobra. Zostawię telefon, jesteś dupkiem i tyle-powiedziałam irytująco.
Popatrzył na mnie, widać że był zadowolony z siebie. Ten chłopak naprawdę gra mi na nerwach. Minęło dopiero pół godziny od kiedy tu siedzę. Czas poruszał się jak chory, ślepy żółw z jedną nogą. Tak mi się nudziło, że postanowiłam porozmawiać z Marcelem.
-Dla czego cie tu przenieśli?-zapytałam, przerywając ciszę.
-Przeniosłem się z rodziną, z przyczyn biznesowych-powiedział.
-Podoba Ci się tutaj?-zapytałam go
Westchnął i nie odpowiedział.
-Haaalo? Zapytałam cie o coś-powiedziałam machając rękami.
-Nie będę z tobą o tym rozmawiał, jesteś w areszcie-powiedział. Nigdy wcześniej nie widziałam nikogo, kto tak do mnie mówił.
-Dobra, nie rozmawiajmy. Przecież lepiej umrzeć z nudów.
Marcel zaśmiał się i w końcu mi odpowiedział.
-To jest to samo, nie czuję żadnej zmiany.
-Jak to?-zapytałam.
-Dobrze, można powiedzieć, że jestem nerdem szkoły i tylko nauczyciele mnie polubią, więc nic się nie zmieniło. Kiedy to powiedział, to na prawdę zrobiło mi się go szkoda. Nie wiem w jaki sposób, można przetrwać bez przyjaciół.
-Może gdybyś nie był dupkiem i dał ludziom korzystać z telefonów w areszcie, to już byś miał jakichś przyjaciół-powiedziałam sarkastycznie
Niestety ten żart go nie śmieszył. Nawet poczułam, że Marcel się zdenerwował jeszcze bardziej. Dlaczego wyglądał na jeszcze bardziej nieszczęśliwego?
Co jest z tobą Katy? Dlaczego w ogóle to cie obchodzi?-pytałam sama siebie

sobota, 21 września 2013

chapter 1

*zadzwonił budzik*
Wyskoczyłam z łóżka tak szybko, jak tylko usłyszałam alarm.
'Tak, w końcu! Wracam do mojego królestwa!' pomyślałam, po czym poszłam prosto do mojej szafy..
Jestem naprawdę podekscytowana dzisiejszym dniem, to pierwszy dzień w mojej ostatniej klasie w liceum. Możecie zapytać, dlaczego jestem tak podekscytowana tym, hmm to pewnie dlatego, że jestem jedną z najpopularniejszych dziewczyn i łażenie po szkole, to sama przyjemność.Jestem kapitanem cheerleaderek i chodzę z najgorętszym chłopakiem w szkole. Luke jest rozgrywającym w naszej drużynie piłkarskiej. Nasze rodziny są najbogatsze w mieście. Wszystko w moim życiu dobrze się układało. Można
powiedzieć, że jestem typową, średnią nastolatką. Po tym jak ubrałam nowo kupione ciuchy, zeszłam na dół, aby znaleźć moją mamę i młodszego brata.. którego lepiej nazwać koszmarem.
-Dzień dobry mamuś-powiedziałam i pocałowałam ją w policzek. Kocham ją i wiem, że moge z nią porozmawiać o wszystkim i o niczym. Można nawet powiedzieć, że była moją najlepszą przyjaciółką.. zawsze mogłąm poprosić o mądrą poradę. Wzięłam swoją kanapkę, która leżała obok śniadania Darin'a.
-Dzień dobry, sis- uśmiechnął się sztucznie.. byłam od niego starsza o 4 lata, czyli młody chodził do 6 klasy.
Faktem jest, że czasami jest tak irytujący, aż żałuję że się urodził. Spojrzałam na niego z obrzydzeniem, jadł
naleśniki jak świnia i popijał mlekiem prosto z kartonu..
-Świnia-powiedziałam mu tak cicho, żeby mama nie usłyszała. A tylko dlatego, że zawsze robiła mi wykład o byciu miłym w stosunku do niego. Niestety, czasami nie potrafiłam się powstrzymać. Poszłam po kluczyki do samochodu, które leżały na stoliku.
-Wiesz, że jesteś najgorszą siostrą na świecie-powiedział mi
-A ty jesteś najbardziej irytującym człowiekiem na świecie-powiedziałam głośniej
-KATYY, DARIIIN!-krzyczała mama, więc przewróciłam oczami i zabrałam klucze
-Pa mamo-przerwałam jej, zanim zaczęła dawać kazanie, o mojej relacji z Darinem
Poszłam prosto do mojego samochodu i pojechałam odebrać moje przyjaciółki, lub jak to lubię nazywać 'mój gang'
Jenny usiadła obok mnie.
-Heeey-powiedziała najpoważniejszym tonem na świecie.. uśmiechnęłam się
-Cześć Jenny, tęskniłam-powiedziałam i obie zaczęłyśmy się śmiać. Spędziłam całe wakacje z nią, był to typowy letni odpoczynek: imprezy na plaży, nad basenem, w domu, w klubie.. wszędzie!
-Cześć dziewczyny-powiedziała Rachel i wskoczyła na tylne siedzenie
-Siemano-powiedziałam razem z Jenny
-Suuper, jesteście gotowe na ostatni rok tego gówna?-zapytała
-Ohh, ta..-odpowiedziałam
-a Cathreine?-Cathy nadal była członkiem naszej grupy i przyzwyczaiłyśmy się do niej dzwonić.
-Musimy ją obudzić..-stwierdziłam
-Nie sądze, pisała mi że na pierwszy dzień, ma ją zawieźć mama..-zaśmiałyśmy się
-Jej matka, zawsze coś zrobi żeby ją zawstydzić-powiedziałam i znów się roześmiałymy..reszta drogi była głośna, ponieważ całą drogę śpiewałyśmy piosenki, zawsze to robimy, gdy jesteśmy razem.
-Witamy w piekle-powiedziała Rachel, po tym jak zaparkowałam samochód. Wysiadłyśmy i poszłyśmy do szkoły.
Zawsze łaziłyśmy razem, nawet po szkolnych korytarzach, mimo że jesteśmy w innych klasach.
-Okej dziewczyny, do zobaczenia później. Mam chemię i wiecie, co się dzieje, kiedy spóźnia się na lekcje prof. Gregora.-powiedziałam im i od razu się rozeszłyśmy do klas...