*z perspektywy Katy*
-Ughhh, ostatni raz Katy, to zła odpowiedź!-powiedział jeszcze raz.
-Nie umiem tego, Marcel-jęknęłam.
-Bo nie możesz się skoncentrować. Przecież wyjaśniałem ci to 5 razy-pokazał na książkę.
-Przepraszam Marcel, Wiem że jestem głupia. Może darujmy sobie już to..
-Zamknij się, chce ci pomóc i nie zostawie cię dopóki nie uzyskasz lekszych ocen, dobra? I nie jesteś głupia, tylko nie możesz się skoncentrować-powiedział stanowczo.
Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Dziękuje Marcel.. wiesz co? Jesteś prawdziwym przyjacielem, żadnen mój przyjaciel nie poświęcił by mi tyle czasu.. poza tym dawno straciłby do mnie cierpliwość. I zrobię wszystko, żeby pomóc ci znajeźć więcej przyjaciół i żebyś stał się bardziej popularny, zasługujesz na to-szczerze się uśmiechnęłam.
-Dziękuję Katy za danie mi szansy, żebyś mnie poznała.
Uśmiechnęłam się do niego i dziwnie się poczułam, że kiedyś źle go traktowałam.
-Jesteś dobrym chłopakiem. Jeśli zmienisz wygląd i bardziej w siebie uwierzysz to będziesz miał mnóstwo przyjaciół. Już teraz widać że masz potencjał.
-Serio?-zapytał, z minuty na minutę robił się co raz bardziej szczęśliwy.
-Em, nie pochelbiaj sobie, wyglądasz okropnie. Ale sprawię, że będziesz wyglądał jak przystojniak, obiecuję.
Aktualnie siedzieliśmy na jego łóżku, które znajdowało się w jego ogromnym pokoju. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że taki chłopak jak on może być bogaty. Kiedy zobaczyłam jego dom, to mnie zatkało.. Gdybym nie zobaczyła go na własne oczy, to bym nie uwierzyła. Jego dom wyglądał jak pałac.
Zaczęliśmy się śmiać, gdy nagle otworzyły się drzwi do jego pokoju.
-Cześć cykiereczku, tęskniłam-powiedziała jakaś kobiet, wchodząc do pokoju. Marcel wstał z łóżka i podszedł do niej. Kiedy mnie zobaczyła, pomyślałam sobie, że to musi być jego matka.
Nie wiem dlaczego, ale chciałam jej pokazać, że jej syn nie jest taki zły i może mieć każdą dziewczynę jaką chce, więc wstałam i podeszłam do nich. Marcel stał w drzwiach, tyłem do mnie więc przytuliłam się do niego. Odrócił się i szepnął:
-Co robisz?
-Nicnic, cicho..-szepnęłam.
Jego mama spojrzała na nas zaskoczona.
-Jestem Molly, matka Marcela-powiedziała i wyciągnęła rękę w moim kierunku.
Puściłam chłopaka i podałam jej rękę.
-Jestem Katy, przyjaciółka Marcel-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?-powiedziała, nadal w szoku. Dziwnie na nią spojrzałam.
-Ja po prostu nie jestem przyzwyczajona, że Marcela odwiedzają jacyś znajomi-dodała.
Chłopak spojrzał na nią zabójczym wzrokiem.
-Matko?!-krzyknął.
-Co?-odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
-A więc, musi się pani przyzwyczaić, bo on jest niesamowitym chłopakiem i napewno będzie miał wielu przyjaciół-powiedziałam i ponownie go przytuliłam. Marcel wcale nie był taki chudy jak mi się wydawało. Kiedy tak go obejmowałam, czułam że ma mięśnie. Cóż, kto wie, on zawsze ubiera się w jakieś wielkie koszule, które mają długi rękaw i zawsze wpuszczał je w spodnie.
Jego matka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Ahh, mam nadzieję. W porządku, później się zobaczymy. Miło było Cię poznać Katy!
-Mnie też było miło, pani Molly-lekko się uśmiechnęłam, po czym zamknęła drzwi.
-Co to w ogóle była za akcja..-zapytał, jak tylko zamknęły się drzwi.
-Po prostu nie podoba mi się to, że twoja mama w ciebie nie wierzy. Zrobiłam to tylko dlatego, żeby pokazać jej, że możesz mieć każdą dziewczynę-powiedziałam mu i usiadłam na łóżko.
Nic nie powiedział.
-No co?-zapytałam. On tylko lekko pokręcił głową.
-Jesteś całkowicie inna, niż myślałem-powiedział z uśmiechem.
-Czyli jaka?-zapytałam zadowolona.
-Znaczy, czasami jesteś taka sarkastyczna, pomagasz mi, jesteś popularna i nie musisz tego robić. Nikt nie zrobił by dla mnie czegoś takiego jak ty-powiedział i usiadł obok mnie.
-Ty tak samo. Nie spodziewałam się, że taki jesteś-powtórzyłam.
-Czyli jaki?-naśladował mnie. Od razu zaczęliśmy się śmiać. A kiedy miałam już odpowiedzieć, zadzwonił mi telefon.
-Kto to?-zapytał z obojętnością.
-Luke. Ughhh, nic nie mów-powiedziałam i położyłam się na łóżku.
-Dlaczego? Zerwaliście?-zapytał.
-Nie, ale nie chce z nim rozmawiać.
Spojrzał na mnie i skinął głową.
-Okay, jak sobie życzysz. Co teraz?-zapytał
-ZAKUPY!-krzyknęłam podekscytowana-Jutro jest weekend, więc możemy iść na zakupy na cały dzień, a potem pójdziesz ze mną na imprezę-dodałam.
-Nigdy nie byłem na imprezie-zawstydził się.
-Spokojnie, nie martw się o to. Nie zostawie cię tam przecież. Odświerzymy twoją garderobę i będzie git. A teraz pokaż mi gdzie masz szafę z ubraniami-zapytałam, a wtedy on wskazał mi szafę.
Wyskoczyłam z łóżka, aby przejrzeć jego rzeczy. Chłopak poszedł za mną i patrzył jak wyrzucał praktycznie wszystkie jego ubrania na ziemię.
-Co ty robisz?!-krzyknął.
-Oj, zamknij się. Ja nie wiem jak ty możesz w tym chodzić..-powiedziałam.
-Co ja mam teraz na ubrać?
Spojrzałam na niego z miną w rodzaju *ty tak serio?!*
-Uhhh, może coś co nadaje się do noszenia-powiedziałam sarkastycznie, ale chłopak nie śmiał się. Skrzywił się i dalej przyglądał się ja rzycam jego ubraniami.
-Nie martw się, zmienimy to!
-Ale ja nie chcę tego zmieniać, kocham swój styl..
-Zamknij się, albo popełnię samobójstwo-powiedziałam ze zmrużonymi oczami-Pamiętaj, obiecałeś mi, że będziesz posłuszny..
Jęknął ze złości.
-DOBRA-krzyknął.
-Dobry Boże, Marcel ty nie masz nawet jednej pieprzonej pary dżinsów-powiedziałam.
-Nigdy ich nie nosiłem.
-Oczywiście. Zamiast udać się do normalnego sklepu, będziesz nosił takie ohydne spodnie? Nie pozwolę na to-krzyknęłam. Nie mogłam znaleźć ani jednej porządnej rzeczy.
Chłopak nic nie powiedział tylko usiadł na łóżku.
-Skończyłaś już?-zapytał.
-Cicho bądź! Powinieneś iść do więzienia, za taką modową zbrodnię!-krzyknęłam.
-Która godzina?
-Hmm, prawie 23!-o cholera, obiecałam mamie, że będę przed 24. Pewnie pomyśli, że zamiast uczyć się z Marcelem, pojechałam na jakąś imprezę.
Zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam na zewnątrz.
-Co się stało?-zapytał.
-Muszę już wracać do domu!
-Okay, poczekaj odwioze cie..
Siedzieliśmy już w samochodzie i byliśmy w drodze do domu.
-Przyjedź po mnie jutro o 9, w porządku?-powiedziałam.
-Czego tak wcześnie?
-Bo mamy długi dzień i mamy dużo rzeczy do zrobienia. Nie mogę się pokazać z tobą kiedy wyglądasz.. tak.Bez urazy-uśmiechnęłam się.
-Mówisz bez obrazy, a dzisiaj przeklinałaś moje ubrania, powywalałaś je i ogólnie zrobiłaś mi burdel, tylko w ciągu 3 godzin-powiedział sarkastycznie, a ja wybuchłam śmiechem. On na prawdę cały czas mnie rozśmieszał.
Kiedy dojechaliśmy do mojego mieszkania powiedziałam:
-Czekam jutro na ciebie. Weź ze sobą trochę kasy, koniecznie!
Wyszłam z samochodu prosto do moich drzwi. Zamin weszłam do środka, odwróciłam się do chłopaka. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że jeszcze tam czeka, patrząc na mnie. Chciał się upewnić, czy aby na pewno bezpiecznie weszłam do domu, to było baardzo słodkie. Luke nigdy by tak nie zrobił i pewnie nie zrobi. Złapałam za klamkę, uśmiechnęłam się i pomachałam mu. Gdy tylko weszłam do domu, od razu pobiegłam do pokoju prosto do łóżka. Po takim dniu musiałam odpocząć!
Daalej <3
OdpowiedzUsuńHejjjj wybacz że dopiero teraz skomentowałam,ale uwierz przeczytałam wszystko i jedyne co powiem to : DAAAAAAALEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!! *.* Nie mogę się doczekać następnego <3333 prooooooosze piszzzz ;D
OdpowiedzUsuńDalej :****
OdpowiedzUsuńTroszeczkę krótki...Mam nadzieję że dodasz jak najszybciej następny ^^
OdpowiedzUsuń