niedziela, 22 września 2013

chapter 2

CZYTASZ-KOMENTUJESZ+MOTYWUJESZ MNIE=SZYBCIEJ POJAWIAJĄ SIĘ ROZDZIAŁY
Gdy weszłam do sali na środku klasy stał profesor, a obok niego nowy chłopak.
-Więc, klaso.. to jest Marcel. Jest nowy, ale zostanie moim asystentem, ponieważ pokazał na co go stać. Widziałem jego wyniki, ze starej szkoły.. były powalające. Mam nadzieję, że miło go przyjmiecie, liczę na was. Pokażcie się z jak najlepszej strony!
Spojrzałam na niego i stwierdziłam, że jest typowym nerdem. Spodnie podciągnięte pod żebra, miał koszulę, zieloną muszkę, kamizelkę, nie wspominając o okularach wielkości denka od słoika. Nie byłam zainteresowana gadaniem profesora Gregora na temat jak w tym roku będzie lepiej, więc wyciągnęłam telefon i napisałam sms'a do Luka. Nie widziałam go od rana.
-Hey hey, Ty!-słyszałam jak ktoś z tyło do mnie szepcze, więc odwróciłam się. Zobaczyłam, że to był ten koleś Marcel.
Wskazywał na mój telefon i gestykulował.. Spojrzałam na niego bez zainteresowania.
-Myślisz, że jesteś tu najważniejszy?-wyglądał, jakby to co mu powiedziałam, mocno go zabolało. W sumie, to nie obchodziło mnie to, nawet nie miałam ochoty dalej z nim rozmawiać, więc kontynuowałam swoją czynność i dalej pisałam sms'a.
Popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam profesora stojącego przede mną..
-Witam, księżniczkę Katy-powiedział przedrzeźniając mnie. Wstałam i poszłam za nim.
-Dzień dobry, profesorze.. dawno się nie widzieliśmy.
Sztucznie się uśmiechnął i położył ręce na biurku.
-Telefon, poproszę-powiedział bez emocji i wyciągnął ręce w moją stronę, abym mu oddała swoje urządzenie.
Stwierdziłam, że nie ma sensu spierać się z nim. Przewróciłam oczami, dałam mu telefon i wróciłam na swoje miejsce.
-Katy, to pierwszy dzień i byłbym ci bardzo wdzięczny, jeśli zostawisz swój telefon.. i nie wiem, ale to może czas na jakieś zmiany-powiedział
-Przepraszam, prosze pana-powiedziałam, żeby tego nie ciągnąć, ale niee, musiał zawstydzać mnie dalej.
-Jeśli się postarasz, to będziesz miała lepsze oceny. To twój ostatni rok Katy, nie odpuszczaj sobie. Ostatni rok trzeba przejść-krzyczał do mnie. Okay przyznaję, że nie jestem geniuszem z chemii. Wprost nienawidze jej, nie rozumiem i koniec. A co do testów, to będę się starała napisać jak najlepiej. Jeśli mi nie wyjdzie, t r u d n o.
-Oh i nie zapomnij, będziemy kontynuować naszą pogawędkę w areszcie-powiedział
Słucham? Areszt? To znaczy, przyzwyczaiłam się, że siedziałam po lekcjach, ale pierwszego dnia? Kiedy skończyła się lekcja i wszyscy wyszli z klasy, poszłam odzyskać telefon. Kiedy moje oczy spotkały się z tymi szmaragdowo zielonymi oczami za grubymi szkłami, od razu wiedziałam że to Marcel. Patrzył na mnie a ja po wysłuchaniu krótkiego wykładu profesorka wzięłam swój telefon i udałam się do poszukiwania Luka. Nie mogłam go nigdzie znaleźć, więc po prostu udałam się do swojej szafki. Jak na razie ten dzień nie zapowiadał się ciekawie. Aż zaczęłam się niepokoić..
-A co to za piękna dziewczyna? Ohh, czekajcie.. to moja dziewczyna!-Luke uśmiechnął się, gdy tylko go zobaczyłam. Przytulił mnie i lekko pocałował.
-I jak pierwszy dzień?-zapytał
-Zły, po prostu okropny, mam areszt..
-Poważnie? Katy, przecież minęło kilka godzin-powiedział niespodziewanie
-Widzisz, jesteś ze złą dziewczyną.. co mam powiedzieć?-zażartowałam, Luke zaczął się śmiać, po czym pocałował mnie w policzek
-Muszę już iść, ale zobaczymy się później, w porządku?
-Okey.
Po ukończeniu wszystkich lekcji, byłam rzeczywiście zmęczona. Nic mi się nie chciało robić, ale musiałam siedzieć jeszcze godzinę w areszcie. Nienawidziłam tego dnia. Poszłam do sali w której siedział p.Gregore. Dumny z siebie, czeka na mnie.
-Dzień dobry księżniczko.
Nie odpowiedziałam mu, tylko usiadłam. Tylko godzina i na dzisiaj koniec tego piekła!
-No właśnie, czekam na ciebie Marcel. Chciałem się upewnić, że przyjdziesz!-krzyknął
-T..tak psze pana- o nie! znowu ten frajer
-Masz mieć oko na nią przez następną godzinę
-Oczywiście, prosze pana-powiedział Marcel z uśmiechem.
Co do cholery?! On jest nie do zniesienia, a mam spędzić z nim całą pieprzoną godzinę..
-Pamiętaj, zero telefonów, zero rozmów, zero.. wszystkiego!-zapewniał profesor i wyszedł z sali.
Miałam ochotę krzyknąć 'MUSIAŁEŚ TO POWIEDZIEĆ?'

*pięć minut później*
Marcel w końcu odezwał się..
-Przepraszam za tamto, próbowałem ostrzec cię-nie odpowiedziałam mu, bo byłam wściekła i chciałam iść do domu. Wzięłam swój telefon i zaczęłam robić coś, cokolwiek tylko dla zabicia czasu.
-O nie, nie możesz tak robić-powiedział, gdy zauważył telefon.
-Nie obchodzi mnie co mówisz, zaraz zanudze się na śmierć..
-To jest areszt, proszę odłóż to.
Spojrzałam na niego bez żadnych emocji.
-Gdybym powiedział to dla profesora, mogłabyś dostać inną karę-powiedział zirytowany
-Nie zrobisz tego-powiedziałam
-Na tem moment, jestem w stanie to zrobić.
-Nie sądzę-powiedziałam mając nadzieję, że Marcel da mi spokój..
-W porządku, idę po niego- wstał i był już w drodze do drzwi. Okey Katy, tym razem Twoja duma nie pomoże. Jeżeli on zawoła profesora, będę miała ogromne kłopoty.
-Dobra, dobra. Zostawię telefon, jesteś dupkiem i tyle-powiedziałam irytująco.
Popatrzył na mnie, widać że był zadowolony z siebie. Ten chłopak naprawdę gra mi na nerwach. Minęło dopiero pół godziny od kiedy tu siedzę. Czas poruszał się jak chory, ślepy żółw z jedną nogą. Tak mi się nudziło, że postanowiłam porozmawiać z Marcelem.
-Dla czego cie tu przenieśli?-zapytałam, przerywając ciszę.
-Przeniosłem się z rodziną, z przyczyn biznesowych-powiedział.
-Podoba Ci się tutaj?-zapytałam go
Westchnął i nie odpowiedział.
-Haaalo? Zapytałam cie o coś-powiedziałam machając rękami.
-Nie będę z tobą o tym rozmawiał, jesteś w areszcie-powiedział. Nigdy wcześniej nie widziałam nikogo, kto tak do mnie mówił.
-Dobra, nie rozmawiajmy. Przecież lepiej umrzeć z nudów.
Marcel zaśmiał się i w końcu mi odpowiedział.
-To jest to samo, nie czuję żadnej zmiany.
-Jak to?-zapytałam.
-Dobrze, można powiedzieć, że jestem nerdem szkoły i tylko nauczyciele mnie polubią, więc nic się nie zmieniło. Kiedy to powiedział, to na prawdę zrobiło mi się go szkoda. Nie wiem w jaki sposób, można przetrwać bez przyjaciół.
-Może gdybyś nie był dupkiem i dał ludziom korzystać z telefonów w areszcie, to już byś miał jakichś przyjaciół-powiedziałam sarkastycznie
Niestety ten żart go nie śmieszył. Nawet poczułam, że Marcel się zdenerwował jeszcze bardziej. Dlaczego wyglądał na jeszcze bardziej nieszczęśliwego?
Co jest z tobą Katy? Dlaczego w ogóle to cie obchodzi?-pytałam sama siebie

4 komentarze:

  1. fajne.. to dopiero początek, dlatego tak mało komentarzy :) będzie ich więcej, bo masz talent :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No więc tak... nie mogę powiedzieć że to jest dobre... bo to jest świetne <3 czekam na następne rozdziały :3

    OdpowiedzUsuń
  3. pisz nastepnego <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Super czekam na dalszą cześć

    OdpowiedzUsuń