To ostatni dzień, tego okropnego tygodnia. Bez telefony czułam się jakaś odizolowana od świata. Nie mogłam pisać z Jenny, Rachel i Cathy! Nawet ciężko było się umówić, na odpowiednią godzinę itp. Z Lukiem prawie w ogóle przez ten czas się nie kontaktowałam. On bardzo często jest zajęty, a jak miałam telefon to chociaż jako-tako pogadaliśmy. Kiedy widzieliśmy się na korytarzu, on ciągną mnie nie wiadomo gdzie. Ostatni tydzień to tylko szkoła, dom, szkoła, dom. Wyrwaniem się z tych monotonnych dni, były te kiedy miałam areszt. Nauczyciele lubili Marcela i cały czas kazali mu mnie pilnować. A tym tygodniu miałam tylko 3 areszty, przez ten czas miałam okazję, dobrze poznać się z Marcelem.
Śmiał się ze mnie, że mam takie złe oceny z chemii.. Był on chłopakiem, z którym można było swobodnie o wszystkim porozmawiać.
Właśnie szłam w stronę sali od angielskiego razem z moim gangiem. Weszliśmy i prof. Sally zaczęła lekcję.
-Okey ludzie. Możecie wyciągnąć swoje eseje-powiedziała.
Czeeekaj, co? Jaki esej? Nie pisałam żadnego! Odwróciłam się do Jenny i zapytałam:
-Eseje?!
-Tak Katy, no mieliśmy napisać na dzisiaj.
Skrzywiłam się i zastanawiałam o co chodzi.
-O cholera-powiedziałam i opuściłam głowę na biurko.
Prof. Sally chodziła po klasie i zbierała od każdego wypracowania i nagle przyszła kolej na mnie.
-Katy? Gdzie twój esej?-zapytała.
Podniosłam powoli głowę i uśmiechnęłam się.
-Umm, śmieszna historia. Byłam..
-Nie obchodzi mnie to. Nie masz na dzisiaj, więc po lekcjach idziesz do aresztu.-przerwała mi
Zamknęłam oczy i westchnęłam. Kolejny raz areszt..
*koniec lekcji*
Miałam nadzieję, że znowu będzie mnie pilnował Marcel. Weszłam do sali i zobaczyłam go jak siedział za biurkiem. Ulżyło mi, aż się uśmiechnęłam.
-Hey, kumplu-przywitałam się, a chłopak od razu się uśmiechnął.
-Co dzisiaj zrobiłaś?-zapytał.
-Powinieneś zapytać, czego NIE zrobiłam..-powiedziałam sarkastycznie.
-Praca domowa?
Pokiwałam głową twierdząco. Wyglądał na trochę zaniepokojonego, jakby wszystkie nieszczęścia świata spoczywały na nim.
-Co się stało?-zapytałam zmartwiona. Nie słyszał mnie.
-MARCEL?!-krzyknęłam
-Hm? Przepraszam..-powiedział
-Co się z tobą dzieje?
-Nic, nic.
-Marcel!
-Co ci tak zależy, żeby wiedzieć?-spytał.
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chciałam mu pomóc jakoś, ale nie powiem mu tego. To też przez to, że siedzieliśmy w areszcie.
-Nie wiem-powiedziałam, udając niezainteresowaną. Właściwie, nie mogę kłamać, chciałam mu pomóc. W końcu to on uszczęśliwiał mnie, w ostatnim tygodniu. Był okropny, a Marcel rozweselał mnie.
Mój Boże, dlaczego on taki jest?!
Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy, ale po prostu już nie mogłam tego znieść!
-Więc, nie powiesz mi co się dzieje?-zapytałam ponownie, a on spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem.
-Nie ważne.
-Powiedz mi, co się dzieje, na Boga!!-krzyknęłam.
-Myślałem, że nie obchodzi cie to.
-Jestem po prostu ciekawa, gaaadaj!-powiedziałam
Wziął głęboki oddech i powiedział:
-Mamy w rodzinie wesele i moja mama powiedziała, że nie mogę iść bez dziewczyny..
Nie byłam zaskoczona, można się było domyśleć, że chodzi o dziewczynę.
-Kiedy ten ślub?-zapytałam
-Za 2 miesiące-powiedział
-Dlaczego nie poprosisz rodzeństwa?
-Myślisz, że tego nie robiłem? Wszyscy są zajęci już-złapał się za głowę i jęczał
-Cóż.. 2 miesiące to szmat czasu, aby znaleźć partnerkę, nie martw się-pocieszałam go.. on tylko skinął głową.
-Mam nadzieję.
Marcel pewnie myśli, że żadna dziewczyna nie będzie z nim chciała iść.. W każdym razie, resztę godziny siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
Świetny ; D Czekam na nn ; **
OdpowiedzUsuńboski :D czekam na next ♥
OdpowiedzUsuńDawaj dalej ! :D
OdpowiedzUsuń