*z perspektywy Katy*
-Ughhh, ostatni raz Katy, to zła odpowiedź!-powiedział jeszcze raz.
-Nie umiem tego, Marcel-jęknęłam.
-Bo nie możesz się skoncentrować. Przecież wyjaśniałem ci to 5 razy-pokazał na książkę.
-Przepraszam Marcel, Wiem że jestem głupia. Może darujmy sobie już to..
-Zamknij się, chce ci pomóc i nie zostawie cię dopóki nie uzyskasz lekszych ocen, dobra? I nie jesteś głupia, tylko nie możesz się skoncentrować-powiedział stanowczo.
Spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Dziękuje Marcel.. wiesz co? Jesteś prawdziwym przyjacielem, żadnen mój przyjaciel nie poświęcił by mi tyle czasu.. poza tym dawno straciłby do mnie cierpliwość. I zrobię wszystko, żeby pomóc ci znajeźć więcej przyjaciół i żebyś stał się bardziej popularny, zasługujesz na to-szczerze się uśmiechnęłam.
-Dziękuję Katy za danie mi szansy, żebyś mnie poznała.
Uśmiechnęłam się do niego i dziwnie się poczułam, że kiedyś źle go traktowałam.
-Jesteś dobrym chłopakiem. Jeśli zmienisz wygląd i bardziej w siebie uwierzysz to będziesz miał mnóstwo przyjaciół. Już teraz widać że masz potencjał.
-Serio?-zapytał, z minuty na minutę robił się co raz bardziej szczęśliwy.
-Em, nie pochelbiaj sobie, wyglądasz okropnie. Ale sprawię, że będziesz wyglądał jak przystojniak, obiecuję.
Aktualnie siedzieliśmy na jego łóżku, które znajdowało się w jego ogromnym pokoju. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że taki chłopak jak on może być bogaty. Kiedy zobaczyłam jego dom, to mnie zatkało.. Gdybym nie zobaczyła go na własne oczy, to bym nie uwierzyła. Jego dom wyglądał jak pałac.
Zaczęliśmy się śmiać, gdy nagle otworzyły się drzwi do jego pokoju.
-Cześć cykiereczku, tęskniłam-powiedziała jakaś kobiet, wchodząc do pokoju. Marcel wstał z łóżka i podszedł do niej. Kiedy mnie zobaczyła, pomyślałam sobie, że to musi być jego matka.
Nie wiem dlaczego, ale chciałam jej pokazać, że jej syn nie jest taki zły i może mieć każdą dziewczynę jaką chce, więc wstałam i podeszłam do nich. Marcel stał w drzwiach, tyłem do mnie więc przytuliłam się do niego. Odrócił się i szepnął:
-Co robisz?
-Nicnic, cicho..-szepnęłam.
Jego mama spojrzała na nas zaskoczona.
-Jestem Molly, matka Marcela-powiedziała i wyciągnęła rękę w moim kierunku.
Puściłam chłopaka i podałam jej rękę.
-Jestem Katy, przyjaciółka Marcel-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę?-powiedziała, nadal w szoku. Dziwnie na nią spojrzałam.
-Ja po prostu nie jestem przyzwyczajona, że Marcela odwiedzają jacyś znajomi-dodała.
Chłopak spojrzał na nią zabójczym wzrokiem.
-Matko?!-krzyknął.
-Co?-odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
-A więc, musi się pani przyzwyczaić, bo on jest niesamowitym chłopakiem i napewno będzie miał wielu przyjaciół-powiedziałam i ponownie go przytuliłam. Marcel wcale nie był taki chudy jak mi się wydawało. Kiedy tak go obejmowałam, czułam że ma mięśnie. Cóż, kto wie, on zawsze ubiera się w jakieś wielkie koszule, które mają długi rękaw i zawsze wpuszczał je w spodnie.
Jego matka spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Ahh, mam nadzieję. W porządku, później się zobaczymy. Miło było Cię poznać Katy!
-Mnie też było miło, pani Molly-lekko się uśmiechnęłam, po czym zamknęła drzwi.
-Co to w ogóle była za akcja..-zapytał, jak tylko zamknęły się drzwi.
-Po prostu nie podoba mi się to, że twoja mama w ciebie nie wierzy. Zrobiłam to tylko dlatego, żeby pokazać jej, że możesz mieć każdą dziewczynę-powiedziałam mu i usiadłam na łóżko.
Nic nie powiedział.
-No co?-zapytałam. On tylko lekko pokręcił głową.
-Jesteś całkowicie inna, niż myślałem-powiedział z uśmiechem.
-Czyli jaka?-zapytałam zadowolona.
-Znaczy, czasami jesteś taka sarkastyczna, pomagasz mi, jesteś popularna i nie musisz tego robić. Nikt nie zrobił by dla mnie czegoś takiego jak ty-powiedział i usiadł obok mnie.
-Ty tak samo. Nie spodziewałam się, że taki jesteś-powtórzyłam.
-Czyli jaki?-naśladował mnie. Od razu zaczęliśmy się śmiać. A kiedy miałam już odpowiedzieć, zadzwonił mi telefon.
-Kto to?-zapytał z obojętnością.
-Luke. Ughhh, nic nie mów-powiedziałam i położyłam się na łóżku.
-Dlaczego? Zerwaliście?-zapytał.
-Nie, ale nie chce z nim rozmawiać.
Spojrzał na mnie i skinął głową.
-Okay, jak sobie życzysz. Co teraz?-zapytał
-ZAKUPY!-krzyknęłam podekscytowana-Jutro jest weekend, więc możemy iść na zakupy na cały dzień, a potem pójdziesz ze mną na imprezę-dodałam.
-Nigdy nie byłem na imprezie-zawstydził się.
-Spokojnie, nie martw się o to. Nie zostawie cię tam przecież. Odświerzymy twoją garderobę i będzie git. A teraz pokaż mi gdzie masz szafę z ubraniami-zapytałam, a wtedy on wskazał mi szafę.
Wyskoczyłam z łóżka, aby przejrzeć jego rzeczy. Chłopak poszedł za mną i patrzył jak wyrzucał praktycznie wszystkie jego ubrania na ziemię.
-Co ty robisz?!-krzyknął.
-Oj, zamknij się. Ja nie wiem jak ty możesz w tym chodzić..-powiedziałam.
-Co ja mam teraz na ubrać?
Spojrzałam na niego z miną w rodzaju *ty tak serio?!*
-Uhhh, może coś co nadaje się do noszenia-powiedziałam sarkastycznie, ale chłopak nie śmiał się. Skrzywił się i dalej przyglądał się ja rzycam jego ubraniami.
-Nie martw się, zmienimy to!
-Ale ja nie chcę tego zmieniać, kocham swój styl..
-Zamknij się, albo popełnię samobójstwo-powiedziałam ze zmrużonymi oczami-Pamiętaj, obiecałeś mi, że będziesz posłuszny..
Jęknął ze złości.
-DOBRA-krzyknął.
-Dobry Boże, Marcel ty nie masz nawet jednej pieprzonej pary dżinsów-powiedziałam.
-Nigdy ich nie nosiłem.
-Oczywiście. Zamiast udać się do normalnego sklepu, będziesz nosił takie ohydne spodnie? Nie pozwolę na to-krzyknęłam. Nie mogłam znaleźć ani jednej porządnej rzeczy.
Chłopak nic nie powiedział tylko usiadł na łóżku.
-Skończyłaś już?-zapytał.
-Cicho bądź! Powinieneś iść do więzienia, za taką modową zbrodnię!-krzyknęłam.
-Która godzina?
-Hmm, prawie 23!-o cholera, obiecałam mamie, że będę przed 24. Pewnie pomyśli, że zamiast uczyć się z Marcelem, pojechałam na jakąś imprezę.
Zebrałam swoje rzeczy i wybiegłam na zewnątrz.
-Co się stało?-zapytał.
-Muszę już wracać do domu!
-Okay, poczekaj odwioze cie..
Siedzieliśmy już w samochodzie i byliśmy w drodze do domu.
-Przyjedź po mnie jutro o 9, w porządku?-powiedziałam.
-Czego tak wcześnie?
-Bo mamy długi dzień i mamy dużo rzeczy do zrobienia. Nie mogę się pokazać z tobą kiedy wyglądasz.. tak.Bez urazy-uśmiechnęłam się.
-Mówisz bez obrazy, a dzisiaj przeklinałaś moje ubrania, powywalałaś je i ogólnie zrobiłaś mi burdel, tylko w ciągu 3 godzin-powiedział sarkastycznie, a ja wybuchłam śmiechem. On na prawdę cały czas mnie rozśmieszał.
Kiedy dojechaliśmy do mojego mieszkania powiedziałam:
-Czekam jutro na ciebie. Weź ze sobą trochę kasy, koniecznie!
Wyszłam z samochodu prosto do moich drzwi. Zamin weszłam do środka, odwróciłam się do chłopaka. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że jeszcze tam czeka, patrząc na mnie. Chciał się upewnić, czy aby na pewno bezpiecznie weszłam do domu, to było baardzo słodkie. Luke nigdy by tak nie zrobił i pewnie nie zrobi. Złapałam za klamkę, uśmiechnęłam się i pomachałam mu. Gdy tylko weszłam do domu, od razu pobiegłam do pokoju prosto do łóżka. Po takim dniu musiałam odpocząć!
wtorek, 22 października 2013
wtorek, 8 października 2013
chapter 6
Czekałam w bibliotece na niego jakieś 15 minut. Gdzie on jest?! Nie mogłam uwierzyć, przecież to on powienien czekać na mnie.. Miałam już iść kiedy usłyszałam, że wchodzi.
-Przepraszam za spóźnienie.
-Miałam już iść..
-Przepraszam, chciałem pomóc-powiedział
-Chciałeś pomóc? Zostawiłeś mnie na 15 minut i musiałam czekać. To nazywasz pomocą?-powiedziałam zdenerwowana.
-Starałem się przekonać prof. Gregora, żebyś mogła powtórzyć egzamin w przyszłum tygoniu. A jeśli pokażesz poprawę, nie wyśle tych wyników, towim rodzicom-powiedział, próbując złapać oddech. Wydaje się, że tu biegł.
-Naprawdę?!-zapytałam szczęśliwa. Pomógł mi tak bardzo, a ja go o nic nie prosiłam. Co raz bardziej mnie zaskakiwał.
-Taak i faktycznie mi się udało, więc w następnym tygodniu będziesz powtarzała egzamin-powiedział z podekscytowaniem.
-O mój Boooże! Dziękuję, dziękuję, dziękuję!-powiedziałam i szybko go przytuliłam. Zasłużył na to. Ale kiedy go puściłam, zobaczyłam że zrobił się cały czerwony i mamrotał.. a ja zaczęłam się z niego śmiać.
Po tym jak mu podziękowałam, przypomniałam sobie, że mam jeszcze wielki problem. Myśląc o tym, zmarszczyłam brwi.
-Co się stało?-zapytał mnie.
-Co z tego, że mogę powtarzać test? Jak ja się do niego nauczę, jak ja nic nie potrafię..-powiedziałam ze smutkiem i usiadłam na krześle.
-Nie martw się o to, pomogę ci.
-Serio? Mógłbyś?-zapytałam go. Byłam zaskoczona, że oferował mi pomoc po tym wszystkim, co zrobili mu moi przyjaciele, a ja tylko stałam obok i się nie odzywałam. Nie pomogłam mu w żaden sposób.
-Jestem asystentem prof.Gregora, więc myślę, że mogę ci pomóc-powiedział sarkastycznie po czym zaśmiałam się i ponownie mu podziękowałam.
-To co chcesz w zamian?-zapytałam go.
-Co?! Niczego nie chcę. Robię to dlatego, że jesteś moją przyjaciółką. I szczerze mówiąc, jesteś jedyną osobą, która traktuje mnie jak normalnego chłopaka.
Pokręciłam głową.
-Nie ma mowy, muszę coś zrobić. To znaczy, pomożesz mi z nauką, a ja muszę przyznać, że jestem głupia. Zapewniam cie, że nie będzie ci łatwo mnie nauczyć. Zaufaj mi, mówię prawdę. Więc jeśli jest coś w czym mogłabym ci pomóc, to mów-powiedziałam
Byłam pewna, że będę musiała go błagać o to, żeby coś wymyślił, ale w końcu przemówił..
-No więc, jest taka jedna rzecz, w której mogłabyś mi pomóc-ponownie się zarumienił.
-Tak! Słucham cie.
Odchrząknął.
-Miałem nadzieję, że pomożesz znaleźć mi tę partnerkę na ślub, bo w innym wypadku moja mama straci jakąkolwiek nadzieję..-powiedział cicho, chyba się zawstydził.
Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się.
-Cóż, to nie będzie takie łatwe, ale pomogę ci, pod jednym warunkiem-ostrzegłam go
-Wszystko co zechcesz-powiedział radośnie
-Będziesz mnie słuchał i robił wszystko co powiem. No i zajdzie kilka małych zmian, okey?
-Okey, jest w porządku-powiedział z szerokim uśmiechen na twarzy. Znowu pokazały się jego dołeczki i perłowe białe zęby, które były doskonałe. W tym momencie skoncentrowałam się tylko na jego pięknych szaragdowo zielonych oczach, które znajdowały się pod jego grubymi okularami.
Ughh, nie znowu Katy!
-Okay, kiedy zaczniemy lekcje?-zapytałam
-Myślę, że tak szybko jak tylko możemy. Masz dużo rzeczy do nadrobienia. Może być dzisiaj?
-W porządku, u mnie, czy u ciebie?
-Wolę u mnie, jeżeli nie ma z tym problemu-powiedział nie pewnie.
-Nie mam nic przeciwko, zrobimy ci dzisiaj małą metamorfonę *zmiana Marcela w przystojniaka*-powiedziałam, chłopak chyba czuł się trochę onieśmielony.
-Boisz się?-zapytałam sarkastycznie.
-Właściwnie, to tak. Może dlatego, że nigdy nie przechodziłem metamorfozy i przestraszyłaś mnie trochę-powiedział mi, czułam że był naprawdę przerażony.
-Nie martw się, jesteś w dobrych rękach. Nie zawiode cię Marcel i obiecuję, że postaram się ze wszystkich sił, żeby znaleźć ci najlepszą partnerkę na świecie!-powiedziałam, próbując go pocieszyć, ale on tylko kiwnął głową.
A więc, to będzie interesujące, przemienić Marcela w przystojniaka hmmm, to brzmi całkiem dobrze, zobaczmy co potrafię zrobić, dla tego chłopaka..
*z perspektywy Marcela*
Po rozmowie z Katy, wróciłem do klasy. Od razu poszedłem do mojej szafki, aby wziąć potrzebne książki.
-Cześć frajerze-usłyszałem czyjś głos.
Jeeeju, dlaczego nie mogą mnie zostawić w spokoju. Obejrzałem się i zobaczyłem, że to jest Luke. Nie odpowiedziałem mu i spowrotem wróciłem do moich książek.
-Z tego co wiem, to powiedziałem 'cześć frajerze'-krzykną i pchnął mnie.
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?
-Oh, nic nie chcę. Ale gdy ktoś do ciebie mówi, to wypada kurwa odpowiedzieć-krzyknął ponownie i złapał mnie za kamizelkę.. nagle wokół nas zebrał się tłum.
-Więc możesz mnie już zostawić-powiedziałem cicho.
-Yeeah, co zrobisz, jeśli tego nie zrobię?-zbliżył się do mojej twarzy. Nie odpowiedziałem więc ludzie zaczęli krzyczeć.
-Bijcie się! Bijcie się!
Oh nie, proszę.. nie chcę tego. Luke uśmiechnął się do nich, poczuł się zachęcony, więc spojrzał na mnie.
-Oo, słyszałeś ich!-powiedział i miał już się zamachnąć.
-Przestań Luke-krzyknął prof. Gregore-W tej chwili do dyrektora-dodał.
Luke się nie odezwał, więc dodał:
-W TEJ CHWILI!
Luke już miał iść, ale zdążył dodać.
-Bądź wdzięczny, że ktoś cię uratował. Inaczej byłbyś już martwy..
Spojrzałem na niego zaszokowany. Udaliśmy się do dyrektora. Luke dostał 2 godziny aresztu i fałszywie mnie przeprosił.
Po tej całej sytuacji, wróciłem do klasy.
Gdziekolwiek nie spojrzałem, widziałem ludzi którzy śmieli się ze mnie. Cały czas na mnie patrzyli. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić, ale czasami chciałbym mieć przyjaciół i dziewczynę, tak jak większość normalnych nastolatek w moim wieku. Dzięki Bogu Katy zgodziła się pomóc mi. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co ze mną zrobi. Szczerze muszę powiedzieć, że jestem onieśmielony i przestraszony. Ale wiem, że Katy wie co robi, więc muszę jej zaufać.
*5 godzin później*
Nadszedł czas na metamorfozę. Udałem sę do mojego samochodu i napisałem do Katy.
'Kiedy mam po ciebie przyjechać?'
Dostałem odpowiedź:
'Właśnie jadę do domu, wyślę ci mój adres, więc za godzinę możesz po mnie przyjechać'
Nawet nie zdążyłem odpisać, a już dostałem nowego sms'a od niej.
'Przyjedziesz samochodem, czy taczką, może pojedziemy moim?'
Czytając to, zacząłem się śmiać. Czemu wszyscy myślą, że jeśli chłopak jest nerdem, to jest biedny?
'Przyjadę po ciebie, nie martw się'
Odpisałem jej, po czym ona wysłała mi swój adres.
*pół godziny później*
'Czekam już'
Siedziałem w tym samochodzie już jakieś dobre 10 minut, ile jeszcze mam czekać?
Nagle usłyszałem, że dzwoni mi telefon, to Katy.
-Gdzie ty do diabła jesteś?! Czekam na ciebie około 10 minut!-krzyknęła
-Co ty gadasz? Przecież stoję i czekam na ciebie!
-Pod czyim domem stoisz?-zapytała
-Nie wiem. Na podwórku stoi fontanna, biale ogrodzenie i brama z..
Przerwała mi.
-Wokół są różowe kwiaty?-spytała
-Dokładnie tak!-odpowiedziałem.
-No to gdzie ty zaparkowałeś? Nie ma żadnych samochodów, oprócz jednego. Ale nie sądzę, że jest twój.
Nie miałem wyjścia, wysiadłem z samochodu i pomachałem jej. Dziewczyna osłupiała z tego całego szoku, otworzyła buzię i patrzyła się to na samochód, to na mnie.
Poszedłem prosto do miejsca gdzie stała.
-Wszystko w porządku?-powiedziałem do telefonu tylko dlatego, że Katy dalej trzymała telefon przy uchu. Opuściła ją i spojrzała na mnie zdezoreintowana i zszokowana. Chyba nie wierzyła w to co widziała. Dziewczyna pchnęłą mnie na bok bez słowi i poszła do samochodu. Zanim wsiadła, obkrążyła go 50 razy przesuwając na nim palcami. Zdezorientowany jej działaniem, wsiadłem do samochodu i czekałem aż się uspokoi.
-Możemy już jechać?-zapytałem.
Spojrzała na mnie, jeszcze chwilę postała i na szczęście wsiadła. Nie wypowiedziała ani jednego słowa, przez całą drogę do mojedo domu.
-Jesteś bogaty?-nagle zapytała
-Można tak powiedzieć.
-Czemu nigdy nie widziałam twojego samochodu w pobliżu szkoły?
-Bo parkuję daleko od szkoły. Wolę iść piechotą.
-Czemu?!
-Nie lubię się popisywać-stwierdziłem.
-Jesteś głupiutki! Wiesz ile byś wyrwał dziewczyn z naszej szkoły, jakbyś pokazał samochód?-powiedziała, patrząc na mnie.
-Ja tak nie chcę, wolałbym żeby dziewczyny polubiły mnie, za to kim jestem.
-Noo i w tym tkwi twój problem.. Moim zadaniej jest znaleźć Ci partnerkę przed ślubem, więc od teraz masz jeździć tym samochodem CODZIENNIE do szkoły. Masz to robić tak, żeby wszyscy się dowiedzieli, że to twoje auto, jasne?-powiedziała i dalej zaczęła nawijać-jeszcze lepiej, jak będziesz parkował wewnątrz szkoły..
Spojrzałem na nią miną typu *poważnie?!*
-Za dużo, prawda?-zapytała, na co ja nic nie odpowiedziałem, tylko popatrzyłem na nią, co samo przez się mówiło, że TAK.
-Dobrze, ale będziemy parkować w parku-powiedziała, wskazując na mnie gestem ostrzegawczym.
-W porządku, ale robię to wszystko tylko dlatego, że ci ufam.
-Zaufaj mi, a gwarantuje ci, że jeśli dziewczyny zobaczą samochód będę z tobą rozmawiały. A jeśli nie, to trudno.
-Okey-powiedziałem i kontynuowałem drogę do domu.
__________
Przepraszam, za błędy ale pisałam to na telefonie, bo jestem u babci i nie mam kompa. Komentujcie, proszę:)
-Przepraszam za spóźnienie.
-Miałam już iść..
-Przepraszam, chciałem pomóc-powiedział
-Chciałeś pomóc? Zostawiłeś mnie na 15 minut i musiałam czekać. To nazywasz pomocą?-powiedziałam zdenerwowana.
-Starałem się przekonać prof. Gregora, żebyś mogła powtórzyć egzamin w przyszłum tygoniu. A jeśli pokażesz poprawę, nie wyśle tych wyników, towim rodzicom-powiedział, próbując złapać oddech. Wydaje się, że tu biegł.
-Naprawdę?!-zapytałam szczęśliwa. Pomógł mi tak bardzo, a ja go o nic nie prosiłam. Co raz bardziej mnie zaskakiwał.
-Taak i faktycznie mi się udało, więc w następnym tygodniu będziesz powtarzała egzamin-powiedział z podekscytowaniem.
-O mój Boooże! Dziękuję, dziękuję, dziękuję!-powiedziałam i szybko go przytuliłam. Zasłużył na to. Ale kiedy go puściłam, zobaczyłam że zrobił się cały czerwony i mamrotał.. a ja zaczęłam się z niego śmiać.
Po tym jak mu podziękowałam, przypomniałam sobie, że mam jeszcze wielki problem. Myśląc o tym, zmarszczyłam brwi.
-Co się stało?-zapytał mnie.
-Co z tego, że mogę powtarzać test? Jak ja się do niego nauczę, jak ja nic nie potrafię..-powiedziałam ze smutkiem i usiadłam na krześle.
-Nie martw się o to, pomogę ci.
-Serio? Mógłbyś?-zapytałam go. Byłam zaskoczona, że oferował mi pomoc po tym wszystkim, co zrobili mu moi przyjaciele, a ja tylko stałam obok i się nie odzywałam. Nie pomogłam mu w żaden sposób.
-Jestem asystentem prof.Gregora, więc myślę, że mogę ci pomóc-powiedział sarkastycznie po czym zaśmiałam się i ponownie mu podziękowałam.
-To co chcesz w zamian?-zapytałam go.
-Co?! Niczego nie chcę. Robię to dlatego, że jesteś moją przyjaciółką. I szczerze mówiąc, jesteś jedyną osobą, która traktuje mnie jak normalnego chłopaka.
Pokręciłam głową.
-Nie ma mowy, muszę coś zrobić. To znaczy, pomożesz mi z nauką, a ja muszę przyznać, że jestem głupia. Zapewniam cie, że nie będzie ci łatwo mnie nauczyć. Zaufaj mi, mówię prawdę. Więc jeśli jest coś w czym mogłabym ci pomóc, to mów-powiedziałam
Byłam pewna, że będę musiała go błagać o to, żeby coś wymyślił, ale w końcu przemówił..
-No więc, jest taka jedna rzecz, w której mogłabyś mi pomóc-ponownie się zarumienił.
-Tak! Słucham cie.
Odchrząknął.
-Miałem nadzieję, że pomożesz znaleźć mi tę partnerkę na ślub, bo w innym wypadku moja mama straci jakąkolwiek nadzieję..-powiedział cicho, chyba się zawstydził.
Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się.
-Cóż, to nie będzie takie łatwe, ale pomogę ci, pod jednym warunkiem-ostrzegłam go
-Wszystko co zechcesz-powiedział radośnie
-Będziesz mnie słuchał i robił wszystko co powiem. No i zajdzie kilka małych zmian, okey?
-Okey, jest w porządku-powiedział z szerokim uśmiechen na twarzy. Znowu pokazały się jego dołeczki i perłowe białe zęby, które były doskonałe. W tym momencie skoncentrowałam się tylko na jego pięknych szaragdowo zielonych oczach, które znajdowały się pod jego grubymi okularami.
Ughh, nie znowu Katy!
-Okay, kiedy zaczniemy lekcje?-zapytałam
-Myślę, że tak szybko jak tylko możemy. Masz dużo rzeczy do nadrobienia. Może być dzisiaj?
-W porządku, u mnie, czy u ciebie?
-Wolę u mnie, jeżeli nie ma z tym problemu-powiedział nie pewnie.
-Nie mam nic przeciwko, zrobimy ci dzisiaj małą metamorfonę *zmiana Marcela w przystojniaka*-powiedziałam, chłopak chyba czuł się trochę onieśmielony.
-Boisz się?-zapytałam sarkastycznie.
-Właściwnie, to tak. Może dlatego, że nigdy nie przechodziłem metamorfozy i przestraszyłaś mnie trochę-powiedział mi, czułam że był naprawdę przerażony.
-Nie martw się, jesteś w dobrych rękach. Nie zawiode cię Marcel i obiecuję, że postaram się ze wszystkich sił, żeby znaleźć ci najlepszą partnerkę na świecie!-powiedziałam, próbując go pocieszyć, ale on tylko kiwnął głową.
A więc, to będzie interesujące, przemienić Marcela w przystojniaka hmmm, to brzmi całkiem dobrze, zobaczmy co potrafię zrobić, dla tego chłopaka..
*z perspektywy Marcela*
Po rozmowie z Katy, wróciłem do klasy. Od razu poszedłem do mojej szafki, aby wziąć potrzebne książki.
-Cześć frajerze-usłyszałem czyjś głos.
Jeeeju, dlaczego nie mogą mnie zostawić w spokoju. Obejrzałem się i zobaczyłem, że to jest Luke. Nie odpowiedziałem mu i spowrotem wróciłem do moich książek.
-Z tego co wiem, to powiedziałem 'cześć frajerze'-krzykną i pchnął mnie.
-Czego ty znowu ode mnie chcesz?
-Oh, nic nie chcę. Ale gdy ktoś do ciebie mówi, to wypada kurwa odpowiedzieć-krzyknął ponownie i złapał mnie za kamizelkę.. nagle wokół nas zebrał się tłum.
-Więc możesz mnie już zostawić-powiedziałem cicho.
-Yeeah, co zrobisz, jeśli tego nie zrobię?-zbliżył się do mojej twarzy. Nie odpowiedziałem więc ludzie zaczęli krzyczeć.
-Bijcie się! Bijcie się!
Oh nie, proszę.. nie chcę tego. Luke uśmiechnął się do nich, poczuł się zachęcony, więc spojrzał na mnie.
-Oo, słyszałeś ich!-powiedział i miał już się zamachnąć.
-Przestań Luke-krzyknął prof. Gregore-W tej chwili do dyrektora-dodał.
Luke się nie odezwał, więc dodał:
-W TEJ CHWILI!
Luke już miał iść, ale zdążył dodać.
-Bądź wdzięczny, że ktoś cię uratował. Inaczej byłbyś już martwy..
Spojrzałem na niego zaszokowany. Udaliśmy się do dyrektora. Luke dostał 2 godziny aresztu i fałszywie mnie przeprosił.
Po tej całej sytuacji, wróciłem do klasy.
Gdziekolwiek nie spojrzałem, widziałem ludzi którzy śmieli się ze mnie. Cały czas na mnie patrzyli. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić, ale czasami chciałbym mieć przyjaciół i dziewczynę, tak jak większość normalnych nastolatek w moim wieku. Dzięki Bogu Katy zgodziła się pomóc mi. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co ze mną zrobi. Szczerze muszę powiedzieć, że jestem onieśmielony i przestraszony. Ale wiem, że Katy wie co robi, więc muszę jej zaufać.
*5 godzin później*
Nadszedł czas na metamorfozę. Udałem sę do mojego samochodu i napisałem do Katy.
'Kiedy mam po ciebie przyjechać?'
Dostałem odpowiedź:
'Właśnie jadę do domu, wyślę ci mój adres, więc za godzinę możesz po mnie przyjechać'
Nawet nie zdążyłem odpisać, a już dostałem nowego sms'a od niej.
'Przyjedziesz samochodem, czy taczką, może pojedziemy moim?'
Czytając to, zacząłem się śmiać. Czemu wszyscy myślą, że jeśli chłopak jest nerdem, to jest biedny?
'Przyjadę po ciebie, nie martw się'
Odpisałem jej, po czym ona wysłała mi swój adres.
*pół godziny później*
'Czekam już'
Siedziałem w tym samochodzie już jakieś dobre 10 minut, ile jeszcze mam czekać?
Nagle usłyszałem, że dzwoni mi telefon, to Katy.
-Gdzie ty do diabła jesteś?! Czekam na ciebie około 10 minut!-krzyknęła
-Co ty gadasz? Przecież stoję i czekam na ciebie!
-Pod czyim domem stoisz?-zapytała
-Nie wiem. Na podwórku stoi fontanna, biale ogrodzenie i brama z..
Przerwała mi.
-Wokół są różowe kwiaty?-spytała
-Dokładnie tak!-odpowiedziałem.
-No to gdzie ty zaparkowałeś? Nie ma żadnych samochodów, oprócz jednego. Ale nie sądzę, że jest twój.
Nie miałem wyjścia, wysiadłem z samochodu i pomachałem jej. Dziewczyna osłupiała z tego całego szoku, otworzyła buzię i patrzyła się to na samochód, to na mnie.
Poszedłem prosto do miejsca gdzie stała.
-Wszystko w porządku?-powiedziałem do telefonu tylko dlatego, że Katy dalej trzymała telefon przy uchu. Opuściła ją i spojrzała na mnie zdezoreintowana i zszokowana. Chyba nie wierzyła w to co widziała. Dziewczyna pchnęłą mnie na bok bez słowi i poszła do samochodu. Zanim wsiadła, obkrążyła go 50 razy przesuwając na nim palcami. Zdezorientowany jej działaniem, wsiadłem do samochodu i czekałem aż się uspokoi.
-Możemy już jechać?-zapytałem.
Spojrzała na mnie, jeszcze chwilę postała i na szczęście wsiadła. Nie wypowiedziała ani jednego słowa, przez całą drogę do mojedo domu.
-Jesteś bogaty?-nagle zapytała
-Można tak powiedzieć.
-Czemu nigdy nie widziałam twojego samochodu w pobliżu szkoły?
-Bo parkuję daleko od szkoły. Wolę iść piechotą.
-Czemu?!
-Nie lubię się popisywać-stwierdziłem.
-Jesteś głupiutki! Wiesz ile byś wyrwał dziewczyn z naszej szkoły, jakbyś pokazał samochód?-powiedziała, patrząc na mnie.
-Ja tak nie chcę, wolałbym żeby dziewczyny polubiły mnie, za to kim jestem.
-Noo i w tym tkwi twój problem.. Moim zadaniej jest znaleźć Ci partnerkę przed ślubem, więc od teraz masz jeździć tym samochodem CODZIENNIE do szkoły. Masz to robić tak, żeby wszyscy się dowiedzieli, że to twoje auto, jasne?-powiedziała i dalej zaczęła nawijać-jeszcze lepiej, jak będziesz parkował wewnątrz szkoły..
Spojrzałem na nią miną typu *poważnie?!*
-Za dużo, prawda?-zapytała, na co ja nic nie odpowiedziałem, tylko popatrzyłem na nią, co samo przez się mówiło, że TAK.
-Dobrze, ale będziemy parkować w parku-powiedziała, wskazując na mnie gestem ostrzegawczym.
-W porządku, ale robię to wszystko tylko dlatego, że ci ufam.
-Zaufaj mi, a gwarantuje ci, że jeśli dziewczyny zobaczą samochód będę z tobą rozmawiały. A jeśli nie, to trudno.
-Okey-powiedziałem i kontynuowałem drogę do domu.
__________
Przepraszam, za błędy ale pisałam to na telefonie, bo jestem u babci i nie mam kompa. Komentujcie, proszę:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)